Kolegiata w Tumie pod Łęczycą – reromanizacja – regotyzacja – odbudowa

Kolegiata Tumska NMP i św. Aleksego to podręcznikowa budowla, prezentowana niemal we wszystkich, poruszających kwestie polskiego średniowiecza, historycznych i artystycznych opracowaniach. Jej surowa, a przy tym monumentalna bryła od ponad 700 lat góruje nad okolicznymi polami i bagnami, a otoczenie od czasu budowy niewiele się zmieniło. Sama świątynia podlegała jednak tym samym regułom, co wszystkie inne budowle historyczne, ulegające kolejnym przebudowom, odbudowom i modernizacjom. Także tu dziejowe przemiany odcisnęły swoje piętno, w znacznym stopniu odmieniając pierwotną formę. Ostatnią wielką przebudową była natomiast reromanizacja i regotyzacja z lat 40- 60 XX wieku, która po zniszczeniach ostatniej wojny nawiązała, w założeniach do kształtu nadanego budowli w wiekach średnich. Powojenna odbudowa doprowadziła przy okazji do zniszczenia większości, wielowiekowych naleciałości, kreując autorską wizję średniowiecza. Składają się na nią elementy romańskie, gotyckie i renesansowe oraz dość kuriozalne niekiedy, współczesne rozwiązania konserwatorskie.

DSC_0927

Kolegiata w w Tumie, widok współczesny, fot. za: https://fotopolska.eu

Romańska świątynia w Tumie pod Łęczycą poświęcona została w 1161 roku, po zaledwie kilkunastu latach budowy. W podzielonym na dzielnicowe księstwa Królestwie Polskim była to wówczas jedna z największych kamiennych budowli, nie ustępująca świątyniom katedralnym tego czasu, stanowiąc manifestację, zarówno religijną jak i polityczną. Wykonano ją ze starannie obrobionej, granitowej kostki jako trójnawową, dwuchórową bazylikę, z treflowym zamknięciem części wschodniej oraz z dwiema masywnymi wieżami, ujmującymi budynek od zachodu. Nad nawami bocznymi umieszczono, otwarte arkadami na nawę główną empory, podobną konstrukcję, opartą na szerokiej arkadzie wbudowano również w zachodnią absydę. Główna nawa nakryta została drewnianym stropem, a prezbiterium sklepieniem kolebkowym. Nad absydami założono konchy sklepienne, zaś nawy boczne zaopatrzono w bez żebrowe sklepienia krzyżowe.

2434_html_18f44e16

Plan Kolegiaty w Tumie wg stanu w latach 30 XX wieku z rozwarstwieniem murów. Za: M. Walicki, Kolegiata w Tumie pod Łęczycą, Łódź 1938.

2434_html_m56a50d12

Kolegiata w Tumie, przekrój pionowy, wg stanu z lat 30 XX wieku. Za: M. Walicki, Kolegiata w Tumie pod Łęczycą, Łódź 1938.

Świątynia w średniowieczu kilkukrotnie płonęła, a kolejne odbudowy w XIV i XV wieku nadały budowli, zwłaszcza wnętrzu charakter gotycki. Zmieniono lub obmurowano pierwotne filary i arkady poziomu empor oraz międzynawowe, których wschodnie otwory finalnie całkowicie zamurowano, wydłużając, zgodnie z potrzebami liturgii prezbiterium. Wygrodzone w ten sposób przęsło południowej nawy zaadaptowano na zakrystię, której w dawnym układzie brakowało. W XIV wieku pod arkadą empory w zachodniej absydzie postawiono ścianę, co umożliwiło z kolei wygospodarowanie tam pomieszczenia przeznaczonego na kapitularz. Zapewne w tym czasie przemurowano cegłą ścianę okienną nawy głównej, oraz inne fragmenty uszkodzonych ogniem i osiadaniem budynku murów, a także sklepienia naw bocznych, zmienione teraz na krzyżowo-żebrowe. W wieku XVI dobudowano już tylko do północnej nawy  renesansową kruchtę, osłaniającą romański portal.

Gruntowne zmiany w wyglądzie świątyni nastąpiły w II połowie XVIII wieku, gdy po kolejnym pożarze, wg projektu Efraima Schroegera dokonano jej odbudowy i przebudowy. Powiększono wówczas okna doświetlające nawę główną, obniżono o ok 2 metry zewnętrzne mury naw bocznych w partii empor, zmieniono szczyty i podwyższono wieże, wieńcząc je strzelistymi hełmami. We wnętrzu zamurowano arkady empor  oraz obmurowano filary międzynawowe, całość pokryto nowymi tynkami, pobiałami i polichromią, nadając świątyni charakter wczesnoklasycystyczny.

Archikolegiata_NMP_i_sw_Aleksego_814589_Fotopolska-Eu

Kolegiata w Tumie na początku XX wieku, po przebudowie E. Schroegera oraz zdjęciu tynków z romańskich ścian. fot. za: Za: https://fotopolska.eu

Saint_Mary_and_Saint_Alexius_collegiate_church_in_Tum,_interior,_Włodzimierz_Pfeiffer,_002

Kolegiata w Tumie – wnętrze przed 1945 rokiem. fot za: commons.wikimedia.org

Pod koniec XIX wieku za sprawą W. Łuszczkiewicza, a w czasach II RP między innymi dzięki monografii M. Walickiego wzmogło się zainteresowanie świątynią, co doprowadziło do zdjęcia tynków z elewacji i odsłonięcia wykonanych z kamienia, romańskich ścian. Wykonano też pierwsze badania architektoniczne oraz prace konserwatorskie, polegające na pionierskich wówczas zastrzykach cementowych, wzmacniających strukturę murów. Jak się okazało, XII wieczne wątki zachowały się najlepiej w partiach wież i absyd oraz dolnych częściach naw bocznych. W dobrym stanie przetrwał do tego czasu romański portal, wraz ze zdobiącymi go rzeźbami, a także biforia i triforia ze skromnymi, kostkowymi kapitelami w wieżach.

pobrane-1.png

Przekrój pionowy przez nawę główną i boczne z propozycją rekonstrukcji pierwtnej bryły wg: Łuszczkiewicz Władysław, „Kościół kolegiacki łęczycki, dziś parafialny we wsi Tumie z XII wieku”, Sprawozdania Komisyi do Badania Dziejów Sztuki w Polsce 1, 1879. Autor rekonstruuje wschodnie „baszty” jako jednokondygnacyjne absydy.

W 1939 roku, podczas wojny obronnej, polskie oddziały były zmuszone ostrzelać punkt obserwacyjny na wieży kolegiaty, co doprowadziło do pożaru świątyni, a szkody pogłębił późniejszy ostrzał, dokonany tym razem przez niemieckie wojska. Po zakończeniu działań wojennych świątynia stała opuszczona, bez dachów, z otwartą nawą główną, oraz wypaloną, pozbawioną hełmu północną wieżą. Część barokowych tynków opadła, ale w wielu miejscach pozostały polichromie z czasów ostatniej przebudowy, na miejscu pozostawał też, lekko tylko uszkodzony ołtarz główny. Mury, poza wyrwą w wieży i zniszczonym szczytem zachodnim stały w pełnej wysokości, podobnie jak sklepienia naw bocznych i prezbiterium. Na wieży południowej wznosił się również nadal klasycyzujacy hełm. W tym stanie możliwa była szybka odbudowa z pozostawieniem większości XVIII wiecznych naleciałości – podjęto jednak inną decyzję…

Archikolegiata_NMP_i_sw_Aleksego_943052_Fotopolska-Eu

Kolegiata w Tumie po zniszczeniach podczas II wojny światowej, fot. za: https://fotopolska.eu

W 1947 roku Generalny Konserwator Zabytków (Jan Zachwatowicz) powierzył kierownictwo odbudowy świątyni Janowi Koszyc-Witkiewiczowi. Wybór nie był przypadkowy, gdyż przewodził on renowacją Kolegiaty jeszcze w latach 30. XX wieku. Architekt ten, wykształcony na politechnice Warszawskiej, Lwowskiej i Monachijskiej znany był wówczas z projektów oscylujących w nurcie poszukiwania stylu narodowego oraz wczesnomodernistycznych w duchu historyzmu. Prowadził także prace konserwatorskie uszkodzonych jeszcze podczas I Wojny zabytków (np w Kazimierzu Dolnym). W Tumie, który stał się opus magnum jego działalności w czasach Polski Ludowej wydaje się, że pełnił jednak przede wszystkim rolę konstruktora i architekta przygotowującego projekty wykonawcze oraz techniczno – konserwatorskie. Koncepcja formalna rekonstrukcji należała raczej do J. Zachwatowicza i M. Kuźmy, którzy przed wojną jeszcze wykonywali plansze z rekonstrukcjami bryły do badań M. Walickiego. Generalny Konserwator także kilkakrotnie przyjeżdzał na przełomie lat 40 i 50 do Tumu, osobiście nadzorując i ukierunkowując wykonywane prace.

Jan Zachwatowicz, reprezentujący najwyższy organ decyzyjny w kwestii obiektów zabytkowych, dał się poznać w tym czasie jako orędownik ograniczonych rekonstrukcji. Wiązały się one nie tylko z przywracaniem zabytkom stanu sprzed zniszczeń ostatniej wojny, ale również odtwarzaniem i odsłanianiem najstarszych lub najbardziej wartościowych faz budowlanych, zwłaszcza tych sięgających wieków średnich. Znając doskonale wartość i wyjątkowość świątyni w Tumie, w obliczu stwierdzonych zniszczeń barokowej szaty, opowiedział się za przywróceniem XII wiecznej formy zewnętrznej i regotyzacją wnętrza, co przy aprobacie Witkiewicza oraz strony kościelnej przesądziło o losie nowożytnych nawarstwień.

20180705_134455

Wnętrze kolegiaty po zniszczeniach II wojny. Widoczny zachowany w dobrym stanie XVIII wieczny ołtarz główny oraz polichromie w nawie, za: Z. Ciekliński, Odbudowa i rekonstrukcja kolegiaty romańskiej w Tumie pod Łęczycą, „Biuletyn Historii Sztuki” XIX (1957).

Prace rozpoczęto od rekonstrukcji bryły, aby jak najszybciej nakryć budynek dachem i zabezpieczyć przed opadami. Całkowicie zburzono ściany strefy okiennej nawy głównej, choć zawierały one zrąb murów, powstały podczas późnośredniowiecznej przebudowy. Na ich miejscu postawiono w ramowej konstrukcji żelbetowej nowe ściany. Od zewnątrz licowano je kamieniem nawiązującym do romańskich wątków, od strony wewnętrznej tymczasem obłożono cegłą „gotycką”, dla lepszego skomponowania z zachowanymi, XV wiecznymi arkadami empor. Pozostałości wskazujące na formę pierwotnych otworów okiennych nie przetrwały, z tego względu wykonano je w nawiązaniu do romańskich, podwójnych okien w prezbiterium.

Nadbudowy murów obwodowych naw bocznych w partii empor, dokonano na podstawie śladów ich poziomów, zachowanych na wieżach zachodnich. Otwory okienne nawiązują zaś do pierwotnych okien w absydach, gdyż oryginalne glify się nie zachowały. Ze względu na przemurowanie cegłą absydy południowej nawy, w imię jednolitości materiałowej cały mur rozebrano i postawiono od nowa, licowany już granitową kostką. Niestety w większości wymieniono także nadwątlony ogniem materiał konstrukcji XII wiecznych, kolebkowych sklepień prezbiterium.

Problematyczne okazały się treflowe, półkoliste absydy przylegające od północy i południa do wschodniego zamknięcia naw bocznych. Z pewnością przebiegały one przez całą wysokość ścian, również na poziomie empor, w sferze domysłów pozostawało jednak czy wyprowadzono je również ponad dachami jako okrągłe wieżyczki. Mógł na to wskazywać zapis z połowy XVII wieku, o naprawie czterech wież kościelnych, jest to jednak jedyna i dość enigmatyczna wzmianka o istnieniu więcej niż dwóch, znanych nam, zachodnich wież. Ostatecznie pomimo kontrowersji zdecydowano o wyciągnięciu absyd w formie cylindrycznych baszt ponad dachami, zrównując je z wysokością absydy prezbiterialnej.

tum

Kolegiata w Tumie podczas prac budowlanych na przełomie lat 40 i 50. Widoczna nadbudowa w ramowej, żelbetowej konstrukcji strefy okiennej nawy głównej.

Rekonstrukcja w kamieniu objęła też ceglane wcześniej, górne części zachodniej absydy, a także uszkodzone wieże oraz szczyty świątyni. Pociągnęło to za sobą zburzenie XVIII wiecznych szczytów oraz zachowanej nadbudowy z hełmem na południowej wieży. Obie wieże nakryto teraz czterospadowymi, daszkami namiotowymi, wieńcząc je, proporcjonalnie dość dużymi kulami i krzyżami, które pochodzić mają jeszcze z poprzednich hełmów. W tym samym czasie nawę główną nakryto masywnym, żelbetowym stropem. Miał on usztywnić oraz zabezpieczyć niestabilny i osiadający w gruncie zabytek, od strony wnętrza planowano zasłonić go jednak podwieszonymi okładzinami, naśladującymi drewniana powałę. Nową więźbę dachową wykonano z żelbetowych więzarów, które pokryte miały zostać dachówką rzymską. Ze względu na postępujące spękanie, silnie obciążonych już murów zdecydowano jednak o wykonaniu lżejszego poszycia z gontu, wymienionego później na blachę miedzianą (która jest w tym przypadku całkowicie ahistorycznym pokryciem).

Archikolegiata_NMP_i_sw_Aleksego_242195_Fotopolska-Eu

Kolegiata w Tumie podczas odbudowy na przełomie lat 40 i 50. za: http://fotopolska.eu

Jedynym elementem, który z późniejszych nawarstwień pozostawiono w bryle to XVI wieczna kruchta, skrywająca, ale i osłaniająca romański portal. Pozostałe części budowli konsekwentnie, w duchu puryzmu konserwatorskiego reromanizowano.

Po zabezpieczeniu świątyni przed opadami, w 1952 przystąpiono do prac wewnątrz kościoła. Usunięto wszystkie barokowe tynki i dekoracje, wraz z ołtarzem głównym i epitafiami, zawieszonymi na filarach międzynawowych, odsłaniając kamienne i ceglane wątki. Zlikwidowano także zamurowania arkad empor nad nawami bocznymi oraz XIV wieczną ścianę, wydzielającą przestrzeń pod emporą w zachodniej absydzie (kapitularz) od reszty świątyni – przy okazji zniszczono znajdujące się tam barokowe polichromie. W pomieszczeniu tym dokonano jednak innego, fantastycznego odkrycia – na konsze sklepienia pod emporą, odnaleziono dobrze zachowaną XII wieczną polichromię, z Chrystusem Pantokratorem w centralnej części kompozycji. Niestety w trakcie odsłaniania, na skutek opacznego zrozumienia wydanych poleceń, robotnicy dokonali całkowitego skucia znacznych partii fresku w jego dolnej części. Relikty polichromii z XV – XVII wieku odkryto także na ścianach i w ościeżach okien prezbiterium oraz podłuczach arkad. Zarejestrowane malowidła zachowano, pozostałe zaprawy usunięto.  Ze względu na znaczne przemurowanie ścian nawy głównej i bocznych cegłą w stylu gotyckim, zdecydowano o zachowaniu tych nawarstwień, eksponując je na równi z romańskimi wątkami, które najlepiej widoczne są w prezbiterium i zachodniej absydzie.

20180705_134409.jpg

Kolegiata w Tumie podczas odbudowy w 1955 roku, Z. Ciekliński, Odbudowa i rekonstrukcja kolegiaty romańskiej w Tumie pod Łęczycą, „Biuletyn Historii Sztuki” XIX (1957).

Jan Koszyc-Witkiewicz zmarł w 1958 roku nie dokończywszy swego dzieła, a poświęcona w 1962 roku świątynia przez kolejne dziesięciolecia pozostawała w stanie surowym, z wieloma nie rozwiązanymi problemami technicznymi. Wiązały się one z zaciekającą z dachu i nachodzącą pod fundamenty wodą i wadami konstrukcyjnymi, które w latach 90 doprowadziły budynek na skraj katastrofy budowlanej. Dopiero gruntowne prace budowlano – konserwatorskie z przełomu XX i XXI wieku ustabilizowały mury i zakończyły ciągnącą się od pół wieku odbudowę.

Ocena przeprowadzonej po 1945 roku restauracji nie jest jednoznaczna. Należy podkreślić, że przy skali wojennych zniszczeń w całym kraju podjęcie już w 1947 roku działań nad zabezpieczeniem i odbudową znajdującej się na odludziu świątyni jest wielkim sukcesem służb konserwatorskich. Wątpliwości budzi natomiast przyjęta metoda działania i zakres rekonstrukcji. Całkowite odrzucenie Schroegerowskiej szaty, należy z dzisiejszej perspektywy poczytać za duży błąd. Dokonana w XVIII wieku przebudowa wniosła nową wartość artystyczną, do wielokrotnie przecież wcześniej zmienianego gmachu, pozostawiając go jako ważną, z punktu widzenia rozwoju architektury w Polsce recepcję wczesnoklasycystycznej mody. Wprowadzone w czasach stanisławowskich zmiany, jak zamurowanie arkad empor nad nawami bocznymi oraz obniżenie ich ścian zewnętrznych podyktowane było najpewniej, przede wszystkim próbą usztywnienia i zmniejszenia obciążeń konstrukcji, co być może uratowało wówczas świątynię przed zawaleniem. W XX wieku środowisko konserwatorskie, bez dogłębnej analizy tych kwestii doszło jednak do wniosku, że braku jednego barokowo-klasycystycznego kościoła nikt nie zauważy, kuszącym zaś była możliwość przywrócenia jedynej tego rodzaju na ziemiach polskich świątyni romańskiej, do tego pozostającej w niewiele zmienionym kontekście przestrzennym. Z obecnej perspektywy wydaje się jednak, że pozostawienie XVIII wiecznych hełmów wieżowych, czy szczytów, a także ceglanych przemurowań nie przeszkadzało by w odbiorze i odczytaniu pierwotnej bryły. Historyczne nawarstwienia przydawały by natomiast poczucia oryginalności, której obecnie w wyczyszczonych i dużym procencie odtworzonych ścianach nieco brakuje, co zaś stanowi dużą wartość we wnętrzu.

Archikolegiata_NMP_i_sw_Aleksego_941491_Fotopolska-Eu

Kolegiata w Tumie od strony południowo – wschodniej, z odbudowaną od fundamentów okrągłą wieżyczką, za: https://fotopolska.eu

Dzisiejsza bryła Kolegiaty stanowi pewną artystyczna wizję XX wiecznych badaczy. Choć romańska świątynia w zrębie była zachowana, to wiele elementów i detali pozostawało w sferze domysłów i musiało zostać doprojektowanych w sposób prawdopodbny, ale nie koniecznie przecież zgodny ze stanem pierwotnym. Zauważalna jest korelacja odtworzonej bryły Kościoła św Aleksego, z międzywojennymi rysunkowymi rekonstrukcjami A. Szyszko-Bohusza wyglądu tzw. II Katedry Romańskiej (Hermanowskiej) na Wawelu. Plany obu budowli są bardzo podobne, co sugeruje, że autorzy i fundatorzy XII wiecznej kolegiaty wzorowali się na wcześniejszym nieco kościele katedralnym. Trudno udowodnić przepływ wzajemnych inspiracji współczesnych badaczy, niemniej uzyskana na skutek rekonstrukcji zbieżność brył jest wysoka i stanowi obecnie najwyraźniejsze potwierdzenie tezy o wzajemnych powiązaniach formalnych obu świątyń. Symptomatyczna jest tu zwłaszcza kwestia okrągłych wież przy wschodnim zamknięciu, które jako wątpliwy element stanowią jednak silny akcent, stanowiący o kompozycji przestrzennej tej części świątyni. Pojawiły się one najpierw, właśnie w rekonstrukcji Katedry Hermanowskiej.

2434_html_m7ed97fca

Rekonstrukcja bryły Kolegiaty w Tumie. rys M. Kuzmy i J Zachwatowicza na podstawie badań M. Walickiego, Za: M. Walicki, Kolegiata w Tumie pod Łęczycą, Łódź 1938.

Inną kontrowersyjną kwestią jest kształt okien doświetlających nawę główną. Ich zrekonstruowana przez Witkiewicza forma, jako zdwojonych przeźroczy, różni się od tej z wizualizacji Zachwatowicza, która wydaje się z kolei, przez analogie z innymi świątyniami tego czasu bardziej trafna. Bez analizy, być może zachowanej korespondencji trudno obecnie stwierdzić czy była to zatem inicjatywa zaaprobowana przez Generalnego Konserwatora.  In plus zaliczyć należy natomiast, że zrekonstruowane partie murów wykonano w kamieniu nieco innego pochodzenia i innym odcieniu kolorystycznym, co w ogólnym oglądzie nie razi, a pozwala bez większych trudności odróżnić partie XII wieczne od XX wiecznych.

Archikolegiata_NMP_i_sw_Aleksego_941509_Fotopolska-Eu

Odbudowana ściana nawy bocznej oraz strefy okiennej nawy głównej, widok współczesny, za: https://fotopolska.eu

Konsekwentnie budowany obraz Kolegiaty z czasów rozbicia dzielnicowego burzy nieco, ahistoryczne poszycie dachu, wykonane obecnie z blachy miedzianej. Wynika ono głównie z przyczyn technicznych – strachu przed dodatkowym obciążeniem konstrukcji dachówką ceramiczną. Podmokły grunt,  na którym posadowiono świątynię już przed wiekami powodował pękanie ścian, które w latach 30 XX wieku ratowane były zastrzykami z cementu. Sytuację pogorszyło nakrycie nawy głównej masywnym, betonowym stropem, miał on ustabilizować i spiąć konstrukcję, a spowodował zagrożenie katastrofy budowlanej i zawalenia świątyni. Obecnie wiemy, że osadzenie tak ciężkiego elementu na starych filarach było błędem, który wynikał z niedostatecznego stwierdzenia wytrzymałości statycznej i budowy struktury gruntu pod fundamentami. Zapobieżeniu rysowania i pękania filarów nie pomogło też otwarcie arkad empor nad nawami bocznymi oraz prowadzone we wnętrzu w latach 1954-58 badania archeologiczne, podczas których wykonano głębokie wykopy w nawie głównej i bocznych. Postulowana później rozbiórka stropu, ze względu na bezpieczeństwo konstrukcji nie wchodziła w rachubę, zatem aż do początku XXI wieku nawę główną „zdobiło”, widoczne we wnętrzu betonowe, techniczne przekrycie, a filary klamry, spinające i zabezpieczające podpory przed rozsypaniem. Problematyczne okazały się także betonowe czapy, wylane na konchach absyd w celu ich wzmocnienia i ochrony. Stały się one przyczyną wieloletniego zawilgocenia i zasolenia powierzchni sklepień oraz doprowadziły do rozległych uszkodzeń romańskiego fresku, a o jego stanie i obsypującej się warstwie malarskiej w coraz bardziej alarmującym tonie wypowiadali się przez kolejne dekady konserwatorzy.

Kronika_PKF_56-39_3_5

Wnętrze kolegiaty w Tumie podczas prac renowacyjnych oraz badań archeologicznych. fot. za: http://www.repozytorium.fn.org.pl/?q=pl/node/11041

Wnętrze kolegiaty przez Witkiewicza nie zostało ukończone, ale można przypuszczać, że ogólny zamysł jego ukształtowania został wyraźnie zarysowany i jest czytelny. Urządzono je jako swoisty rezerwat architektoniczny, eksponujący przemiany budowli – oczywiście odpowiednio wypreparowane, wyeksponowane i pozbawione w zasadzie nowożytnych naleciałości. Większość ścian ujawnia kamienne i ceglane wątki, otynkowano tylko częściowo mury nawy głównej, a także sklepienia. Na uwolnionych od tynków ścianach nie cerowano programowo wątków, pozostawiając ślady licznych przemian architektonicznych z wieków średnich i późniejszych. Zachowano także część uszkodzonych przez stulecia i podczas renowacji cegieł oraz kamieni, które dzięki mieszance stylów, faktur i materiałów sprawiają wrażenie autentyzmu i „starożytności” budowli.

Należy zwrócić jednak uwagę, że Witkiewicz był przede wszystkim architektem, a nie konserwatorem i co za tym idzie estetą. O tym jak ważna dla niego była harmonia wizualna wnętrza świadczy rozwiązanie strefy okiennej nawy głównej. Dla zachowania pewnej jednolitości kompozycyjnej i stylowej, postawioną tam od nowa ścianę, wylicowano od wewnątrz cegłą o średniowiecznym formacie i wątku. W cegle ukształtowano również uskokowe ościeża „romańskich”, zdwojonych otworów okiennych. Ten paradoksalny i wprowadzający w lekką konsternację zabieg prawdopodobnie nie został skonsultowany ze zwierzchnikami, w efekcie Generalny Konserwator nakazał pokrycie zaprawą, w zamyśle przeznaczonych do ekspozycji cegieł  – czego jednak ostatecznie nigdy nie uczyniono.

Wnetrza_330843_Fotopolska-Eu

Wnętrze kolegiaty w Tumie w 2006 roku, z widocznym betonowym stropem nad nawą główną, oblicowaną od wewnątrz cegłami ścianą strefy okiennej oraz odsłoniętymi, gotyckimi arkadami empor. fot za: https://fotopolska.eu

Obecny charakter wnętrza, choć efektowny w odbiorze, ma jednak niewiele wspólnego z pierwotnym ukształtowaniem. Zapewne już w XII wieku wszystkie, lub przynajmniej większość ścian obrzucono wapiennymi tynkami, częściowo, zwłaszcza w absydach polichromowanymi. O tynkowaniu i malowaniu ścian dowiadujemy się również z XV wiecznych źródeł, odnoszących się do przebudowy gotyckiej. Do dziś przetrwały zaledwie nikłe ślady dawnych warstw malarskich, przeważnie do tego silnie przekonserwowane. Wynika to zarówno z przemian dziejowych, jak i udziału w odbudowie niewykwalifikowanych pracowników budowlanych, co doprowadziło najpewniej do usunięcia, wraz z zaprawą niejednego zabytku dawnego malarstwa. Stan zachowania pozostałych fresków wydatnie pogorszyło także permanentne, kilkudziesięcioletnie zawilgocenie ścian zabytku.

Wnetrza_942003_Fotopolska-Eu

Romański fresk na konsze sklepienia w zachodniej absydzie świątyni, po pracach konserwatorskich. fot za: https://fotopolska.eu

Ratownicza w charakterze renowacja z przełomu XX i XXI wieku wzmocniła i ustabilizowała mury, które zostały także osuszone oraz zaizolowane, możliwym stało się wreszcie zdjęcie klamr z filarów międzynawowych. Wymieniono stolarkę okienną, zabezpieczono i częściowo zrekonstruowano romańskie i późniejsze polichromie, oczyszczono elementy kamienne. Zgodnie z dawną koncepcją, pod betonowym stropem nawy głównej podwieszono drewniany pułap o płytkich kasetonach, pełniący tylko funkcję dekoracyjną. Całość podwieszenia wykonano jednak z drewna sosnowego, wypełniając ramy wąskimi, pełnymi sęków listwami. Sprawia to niestety wrażenie, modnej kilka dekad temu, dość tandetnej, domowej boazerii. W tym kontekście znajdujący się powyżej beton miał zdecydowanie więcej szlachetności i lepiej odpowiadał surowemu wnętrzu niż zastosowana „ozdoba”.  Niewątpliwie jednak jasny kolor drewna rozświetla obecnie nieco, dość ciemną przestrzeń nawy.

Wnetrza_788813_Fotopolska-Eu

Wnętrze kolegiaty w Tumie po zakończeniu prac konserwatorskich w 2008 roku i wykonaniu podwieszonego stropu drewnianego nad nawą główną. fot za: https://fotopolska.eu

Kolegiata w Tumie jest wspaniałym, średniowiecznym zabytkiem, ale poza tym jest także doskonałym reprezentantem, istotnej dla wielu historycznych budowli w Polsce myśli konserwatorskiej połowy XX wieku. Na tle innych purystycznych renowacji tego czasu, pomimo wielu zaprezentowanych powyżej mankamentów prezentuje się jednak dość pozytywnie. Zwłaszcza wnętrze, w którym zachowano część dziejowych przemian, bez masowej wymiany cegły licowej (jak np. w Katedrze Poznańskiej) i nadmiernych wyburzeń lub przemurowań, posiada cechy autentyzmu. Bardziej kontrowersyjna jest rekonstrukcja bryły zewnętrznej. Przy znacznym zakresie kompleksowej, jednolitej stylowo restauracji, sprawia ona wrażenie nieco sztucznego, podręcznikowego obrazka, a nie historycznej, użytkowanej od ponad 700 lat budowli. Trzeba wszakże zaznaczyć, że odtworzone elementy powstały w większości na podstawie naukowych dociekań najpoważniejszych badaczy tematu tamtego czasu. Zachowują one nadal znamiona prawdopodobieństwa, choć szczegóły mogą być kwestiami spornymi.

Ważniejsza bibliografia:

M. Walicki, Kolegiata w Tumie pod Łęczycą, Łódź 1938

T. Sawicki, Dziesięć lat pracy konserwatorskiej w Tumie pod Łęczycą, Łódź 1939

Z. Ciekliński, Odbudowa i rekonstrukcja kolegiaty romańskiej w Tumie pod Łęczycą, „Biuletyn Historii Sztuki” XIX (1957)

T. Orłowski, Próba rekonstrukcji wnętrza romańskiej kolegiaty w Tumie pod Łęczycą, Kwartalnik Architektury i Urbanistyki 28 (2) 1983

S. Sawicki, Tumskie Refleksje, Ochrona Zabytków 52 2 (205) 1999

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Bez kategorii

Dom Kopernika w Toruniu – restauracja i rekonstrukcja

Otwierające swe podwoje, po gruntownym remoncie Muzeum Mikołaja Kopernika w Toruniu mieści się w dwóch gotyckich kamienicach, z których jedna należała do rodziny sławnego astronoma. Choć oba budynki wydają się nie zmienione  od czasu powstania  De revolutionibus, nie jest to jednak zgodne  z prawdą, były one wielokrotnie przebudowywane, a ich obecna forma to dzieło gruntownej renowacji i rekonstrukcji z lat 60 i 70 XX wieku, która nadała/przywróciła im średniowieczną formę.

CopernicusHouse

Kamienice nr 15 i 17 przy ulicy Kopernika w Toruniu. Obecnie Muzeum Dom Kopernika. Stan obecny, po restauracji. fot. za: By Stephen McCluskey – Praca własna, CC BY-SA 2.5, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=796019

Dom o numerze 17, w którym wg niektórych badaczy miał urodzić się Kopernik, uległ w ciągu wieków największym przemianom. Zwłaszcza XVIII wieczna, a później XIX wieczna przebudowa, mieszkalno – magazynowej pierwotnie budowli, na dom czynszowy, w największym stopniu zaważyła na jej wyglądzie. Likwidacji uległ dawny szczyt, zmieniono formę dachu, kształt i układ okien oraz drzwi, elewacje otynkowano. Wiązało się to również ze zmianą wysokość kondygnacji, co pociągnęło za sobą z kolei wymianę większości profilowanych stropów. Przebudowy, choć gruntowne wykonane zostały w wersji „ekonomicznej”, z pozostawieniem zrębu murów lateralnych, nadając zabytkowi ostatecznie skromną, klasycyzującą szatę.

Znacznie lepiej zachował pierwotną formę, wznoszący się na sąsiedniej działce budynek nr 15. W tej pochodzącej z II połowy XIV wieku bogatej, patrycjuszowskiej kamienicy, w XIX wieku zmieniono przede wszystkim układ otworów okiennych i drzwiowych przyziemia, a elewacje otynkowano. Przetrwał jednak w niewiele zmienionej postaci  schodkowy szczyt budowli i podziały górnej części fasady, a wnętrza pomimo wprowadzonych później przepierzeń pozwalały na łatwe rozpoznanie średniowiecznego układu.

Muzeum_Okregowe_-_Dom_Mikolaja_Kopernika_288256_Fotopolska-Eu

Kamienice nr 15 i 17 przy ulicy Kopernika w Toruniu. Stan z lat 20 XX wieku, po przebudowie na domy czynszowe. fot za: https://fotopolska.eu

Na początku lat 60 XX wieku, w związku ze zbliżającymi się obchodami Tysiąclecia Państwa Polskiego odbito tynki z kilkunastu kamienic  przy głównych ulicach starego miasta w poszukiwaniu dawnych detali architektonicznych. Przy niewielkich nakładach finansowych dokonano przy tym wielu efektownych odkryć. Prace podjęto również przy domu Kopernika. Odsłonięto wówczas relikty trzech wnęk, ujętych ceglanymi kształtkami, przebiegajacymi przez wysokość drugiej i trzeciej kondygnacji oraz ślady polichromii o rysunku maswerkowym w blendach. Zachowały się także pozostałości górnej części portalu w przyziemiu. Ze względu na planowane utworzenie w budynku oddziału muzeum, renowacja objęła także wnętrze. Przeprowadzone badania dowiodły, że pierwotny wystrój i układ pomieszczeń w zasadzie się nie zachował, nie przydając zatem zastanym podziałom wartości zabytkowych, zdecydowano o rekonstrukcji w przybliżeniu średniowiecznego planu i poziomów użytkowych. Niemal wszystkie stropy wymieniono na ogniotrwałe, a w odtworzonej, w pierwotnej wysokości sieni podwieszono, pozbawione już znaczenia konstrukcyjnego XVI wieczne belki stropu, pozyskane z kamienicy przy ul. Żeglarskiej 12. Pozostałe wnętrza urządzono w sposób nowoczesny, bez naśladownictwa stylów historycznych.

W przypadku fasady, dla utrzymania stylowej jedności z sąsiednim domem podjęto natomiast decyzję o całkowitej, purystycznej regotyzacji. Oprócz odtworzenia ceglanych kształtek wnęk, otworów okiennych oraz portalu, przywrócono także schodkowy szczyt zabytku, choć nie przetrwała żadna historyczna ikonografia tego elementu. Nowe partie i detale wykonano na podstawie zachowanych reliktów lub przez analogię z podobnymi zabytkami na terenie Torunia. Rozmalowano także od nowa maswerkowe polichromie, wzorowane na odkrytych pozostałościach. Przeprowadzona restauracja odznacza się dobrym wyczuciem stylu i choć nie zawsze poparta była źródłami, zachowuje znamiona prawdopodobieństwa. Pewne wątpliwości metodologiczne budzi jednak szczyt budowli. Jako całkowita kreacja konserwatorska wykonany został wraz z historycznym detalem i polichromią w sposób, który niemożliwa w zasadzie stwierdzenie jego współczesnego pochodzenia. Dobrze podrobiona i spatynowana cegła utrudnia także jego odróżnienie od części oryginalnej.

Muzeum_Okregowe_-_Dom_Mikolaja_Kopernika_1010338_Fotopolska-Eu

Kamienice nr 15 i 17 przy ulicy Kopernika w Toruniu. Stan w 1963 roku, po wykonaniu odkrywek na elewacji. fot za: https://fotopolska.eu

Muzeum_Okregowe_-_Dom_Mikolaja_Kopernika_247619_Fotopolska-Eu

Kamienice nr 15 i 17 przy ulicy Kopernika w Toruniu. Stan obecny. fot za: https://fotopolska.eu

W latach 1972-4 renowacji poddano także sąsiednią kamienicę nr 15. Z elewacji skuto tynki, a na podstawie reliktów odtworzono portal oraz okna przyziemia. Na początku lat 90 XX wieku zrekonstruowano także maswerkowe dekoracje malarskie w blendach elewacji, przybliżając formę do nadanej domowi w końcu XIV wieku. Nie odtworzono jednak przedproży, które niegdyś poprzedzały wejścia do kamienic, nie posiadały one zresztą żadnej ikonografii i uległy likwidacji zapewne już pod koniec średniowiecza. Najciekawszych  odkryć dokonano natomiast wewnątrz zabytku. Stwierdzono, że zachowała się zarówno XV wieczna więźba dachowa, jak i XV i XVI wieczne stropy. Na belkach oraz części tynków ściennych odsłonięto także XVI i XVII wieczne polichromie. Rekonstrukcja zakładała przywrócenie, częściowo zmienionego, XV wiecznego układu wnętrz z wysoką sienią, czarną kuchnią, oraz reprezentacyjnymi, mieszkalnymi pomieszczeniami na parterze i piętrze tylnego traktu. Odtworzono tam też częściowo wystrój i umeblowanie patrycjuszowskiego dom mieszczańskiego, nawiązujące stylistycznie do odsłoniętych polichromii i reliktów, które jednak warstwowo eksponowane tworzą miejscami wrażenie konserwatorskich preparatów.

_pf03186

Sala Biała w tylnym trakcie kamienicy nr 15 przy ulicy Kopernika w Toruniu. stan po pracach konserwatorskich. fot. za: https://www.torun.pl/en/node/153424

domkopernikawysokasien190417

Wysoka sień w Domu Kopernika. Stan obecny, za: http://www.toruntour.pl/4749/torun-wnetrza-mieszczanskie

W połączonych ze sobą, odrestaurowanych budynkach utworzono muzeum poświęcone słynnemu astronomowi, które po półwieczu użytkowania wymagało  zmiany aranżacji i dostosowania do współczesnych standardów i wymagań dzisiejszego turysty. W 2017 roku placówkę zamknięto i kosztem ok 14 milionów zł rozpoczęto kompleksową renowację budynków. Otwierające się teraz ponownie muzeum, posiada nowoczesną, multimedialną ofertę wystaw poświęconych Kopernikowi, jego dziele oraz czasom, w których żył i dokonywał odkryć. Wszystko to umieszczono we wnętrzach z poszanowaniem zachowujących efekty restauracji z przed kilku dekad.

 

 

Dodaj komentarz

Filed under Bez kategorii

Pałac Saski w Warszawie – pomnik zniszczenia Stolicy czy wstydliwa ruina?

Zwykle nie zajmuję się rekonstrukcjami, które jeszcze nie powstały, ale szeroko komentowany za sprawą wypowiedzi mazowieckiego, Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków i niektórych polityków temat Pałacu Saskiego nie pozwala mi pozostać wobec niego obojętnym.

Kwestia odbudowy zachodniej pierzei Placu Marszałka Piłsudskiego wraca co jakiś czas, w zależności od uwarunkowań, zwłaszcza politycznych. Zagadnienie jest skomplikowane bo przetrwała dokładna ikonografia, plany, projekty, ba, zachował się nawet fragment oryginału – część przyziemia kolumnady Pałacu Saskiego, a także fundamenty i piwnice gmachu. Posiadamy zatem teoretycznie wszystko aby, przy odpowiednich nakładach finansowych dokonać wiernej rekonstrukcji.
Problem zasadza się jednak właśnie w tym zachowanym fragmencie ruin, który będąc jednym z najważniejszych dla narodowej martyrologii pomnikiem  – Grobem Nieznanego Żołnierza, jest jednocześnie niezwykle wymownym i sugestywnym świadectwem zniszczenia kraju i stolicy podczas ostatniej wojny.

Zdjecia_lotnicze_22201_Fotopolska-Eu

Zdjęcie lotnicze z 1944 roku zachodniej pierzei obecnego Placu Marszałka Piłsudskiego. W górnej części widoczny Pałac Bruhla z oficynami, pośrodku rozdzielone kolumnadą skrzydła Pałacu Saskiego, u dołu kamienice przy skrzyżowaniu z ulicą Królewską. fot za: http://warszawa.fotopolska.eu

Pierzeja zachodnia Placu Marszałka Piłsudskiego był to w rzeczywistości zespół kilku powiązanych ze sobą historycznie budynków – Pałacu Saskiego, Pałacu Bruhla oraz kamienic na rogu z ulicą Królewską. Zabudowa ta narastała przez wieki, zmieniając właścicieli, użytkowników i podlegając licznym przebudowom. Tzw. Pałac Saski powstał po 1661 roku dla Jana Morsztyna, by w 1713 roku zostać prywatną rezydencją króla Augusta II, co wiązało się oczywiście z jego modernizacją i rozbudową. Zaprojektowano także, w tym okresie od nowa otoczenie gmachu – stał się teraz centralnym punktem tzw. Osi Saskiej, najbardziej rozbudowanego w stolicy, barokowego założenia ogrodowo – urbanistycznego. Po upadku Rzeczpospolitej zdewastowany, na początku XIX wieku budynek przeszedł na własność państwa i mieścił w swoich murach głównie mieszkania oraz biura.

historia2

Pałac Saski wraz z oficynami w 1765 roku, widok od strony wschodniej, za: http://www.forumrozwoju.waw.pl/placpilsudskiego/historia.html

W czasie Powstania Listopadowego pałac uległ uszkodzeniu, po czym, w wyniku licytacji sprzedano go w ręce rosyjskiego kupca Igora Skwarcowa.  Jednym z podstawowych warunków, przekazania terenu nowemu właścicielowi było uznanie wyników konkursu architektonicznego, który miał zdecydować o formie odbudowanego gmachu. Uczestników konkursu obowiązywały natomiast ścisłe, wydane przez carskie władze wytyczne, z których najważniejszą było stworzenie na osi dawnego założenia publicznej bramy do pałacowych ogrodów. Zastąpić miała ona, przeznaczony do wyburzenia korpus główny z apartamentami królewskimi. Choć jury wybrało, z pośród zakwalifikowanych wizję Wacława Ritschela, zaakceptowaną nawet przez Cara, to ostatecznie, po osobistej ingerencji namiestnika Królestwa Iwana Paskiewicza do realizacji przeznaczono projekt przedstawiony (zmodyfikowany?) przez Adama Idzikowskiego. W latach 1838-1842 dawna rezydencja została niemal w całości rozebrana, a następnie wykorzystując część murów i fundamentów pałacowych skrzydeł, wzniesiono dwa pawilony, zamknięte wokół wewnętrznych dziedzińców. Powstałe tym sposobem, oddalone od siebie, niezależne bryły  połączono sklepioną galerią, wspierającą kamienną kolumnadę, która stanęła na osi założenia i umożliwiała przejście do parku. Elewacje od strony placu uzyskały jednolitą klasycyzującą artykulację, od strony ogrody natomiast część południowego skrzydła otrzymała detal neogotycki.  Nowy  obiekt był w zasadzie apartamentowcem, z lokalami zachowanymi na użytek Skwarcowa, ale w większości przeznaczonymi na wynajem.

Palac_Saski_927246_Fotopolska-Eu

Pałac Saski w Latach 1861-2, z pomnikiem oficerów – lojalistów poległych podczas Powstania Listopadowego. fot za: http://fotopolska.eu/

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości we wnętrzach gmachu umieszczono Sztab Generalny Wojska Polskiego, a w 1925 roku zaanektowano środkowe arkady przyziemia kolumnady, urządzając tam Grób Nieznanego Żołnierza.

Zrealizowany wówczas pomnik, projektu Stanisława Ostrowskiego wpisany został w otaczającą architekturę, ograniczając się zasadniczo do płyt wmontowanych w filary i posadzkę trzech przęseł, w dolnej części kolumnady oraz waz na wysokich cokołach wysuniętych przed lico galerii. Dzięki swej nienachalnej formie cenotaf nie konkurował z bryłą gmachu, który miał stać się niejako jego monumentalną oprawą. Mauzoleum nie stworzyło jednak żadnej dominanty na osi założenia, sam pałac również jej nie posiadał, tym sposobem, w zasadzie z całej konstrukcji się nie wyróżniało, a będąc pozbawionym silnego akcentu rzeźbiarskiego lub architektonicznego, ginęło wizualnie w rytmie arkad i kolumn.

Grob_Nieznanego_Zolnierza_680151_Fotopolska-Eu

Grób Nieznanego Żołnierza w latach 1925-30, fot za: http://fotopolska.eu/

Palac_Saski_350751_Fotopolska-Eu

Grób Nieznanego Żołnierza w latach 1925-30, fot za: http://fotopolska.eu/

Pałac Bruhla powstał w I połowie XVII wieku, by w latach 80 tego stulecia zostać przebudowanym przez Tylmana z Gameren na zlecenie Herkliusza Lubomirskiego. Kolejny raz kostium elewacji i wnętrza zmienione zostają w połowie XVIII wieku, gdy rezydencję zakupił królewski minister Henryk Bruhl, podwyższono wówczas korpus o jedną kondygnację, zmieniając wystrój elewacji i kształt dachów w duchu rokoka. W kolejnych dekadach, które zubożyły z kolei jego zewnętrzną szatę, w budynku znajdowały się ambasady, Biuro Telegraficzne, a w końcu, w II RP Ministerstwo Spraw Zagranicznych. W latach 30 XX wieku wg projektu Bohdana Pniewskiego całkowicie przebudowano wnętrza w duchu modernizmu, elewacjom postanowiono natomiast przywrócić stan z czasów Rzeczpospolitej Obojga Narodów. W efekcie, zrekonstruowano dachy oraz środkową część fasady wg stanu z połowy XVIII wieku, alkierzom nadano natomiast, zlikwidowane w czasach saskich elementy XVII wieczne, przy zachowaniu późnobarokowych form dachów. Fasada Pniewskiego była atrakcyjna wizualnie, ale z punktu widzenia konserwatorskiego zupełnie nietrafiona – powstała mieszanina elementów, które nigdy nie funkcjonowały ze sobą, zatem formalnie nie był to ani gmach z czasów Lubomirskiego ani Bruhla.

Palac_Brhla_365391_Fotopolska-Eu

Pałac Bruhla po przebudowie z połowy XVIII wieku. za: http://warszawa.fotopolska.eu

palac_brhla_24966_fotopolska-eu.jpg

Pałac Bruhla na początku XX wieku, po przebudowie na siedzibę Centrali Telegraficznej, za: http://warszawa.fotopolska.eu

Palac_Brhla_489482_Fotopolska-Eu

Pałac Bruhla po przebudowie wg projektu Bohdana Pniewskiego z lat 30 XX wieku. fot z czasów okupacji, za: http://warszawa.fotopolska.eu

Podczas Wojny Obronnej 1939 roku, budynki obu pałaców uległy uszkodzeniu, a w 1944 roku, po upadku Powstania Warszawskiego zostały z premedytacją, przez specjalne niemieckie komando wysadzone w powietrze.

Z całego założenia ostał się tylko jeden większy, nadziemny fragment budowli – trzy przęsła dolnej części kolumnady, mieszczące Grób Nieznanego Żołnierza. Niezależnie od tego czy był to „błąd w sztuce” czy zamierzone zaniechanie, przetrwał najcenniejszy symbolicznie element tej części placu. W trakcie usuwania gruzu udało się jeszcze wydobyć i zabezpieczyć kilka fragmentów dekoracji rzeźbiarskiej tympanonu Pałacu Bruhla, obecnie eksponowanych przy Muzeum Ziemi PAN w Warszawie.

Grob_Nieznanego_Zolnierza_389271_Fotopolska-Eu

Zachowane arkady galerii Pałacu z Grobem Nieznanego Żołnierza, widok od strony wschodniej. fot za: http://warszawa.fotopolska.eu

Grob_Nieznanego_Zolnierza_366851_Fotopolska-Eu

Zachowane arkady galerii Pałacu z Grobem Nieznanego Żołnierza, widok od strony zachodniej. fot za: http://warszawa.fotopolska.eu

już w 1946 roku wg projektu Zygmunta Stępińskiego dokonano uporządkowania placu. Pozostałości z Grobem zostały częściowo zrekonstruowane – jeden z filarów od strony ogrodu Saskiego, sklepienie, tralki balustrady. Zdecydowano także o nadaniu utrwalonej w ten sposób „trwałej ruinie” odpowiedniej dramaturgii, odtwarzając fragmenty złamanych  kolumn na cokołach górnej kondygnacji. W kolejnych latach gruzy wysadzonych budynków usunięto, a nawierzchnię wyłożono płytami granitu.

Powstał w ten sposób jedyny w swoim rodzaju monument  – zarówno Bezimiennych Obrońców Ojczyzny jak i antypomnik bestialstwa okupantów dokonanego na Warszawie. Pozostałości kolumnady pałacu zostały maksymalnie wyeksponowane, stając się najważniejszym i jedynym po zachodniej stronie elementem architektonicznym placu, wyraźnie odcinającym się na tle parkowej zieleni.

Grob_Nieznanego_Zolnierza_186021_Fotopolska-Eu

Grób Nieznanego Żołnierza w aranżacji Stępniewskiego, na tle ruin wyburzonych w kolejnych latach kamienic. fot z 1951 roku, za: http://warszawa.fotopolska.eu

Genialne w swym minimalizmie rozwiązanie Stępniewskiego nie znalazło niestety zrozumienia wśród partyjnych działaczy ale i architektów, dla których plac nie mógł otwierać się na park, a pomnik musiał mieć skalę stanowiącą odpowiednią oprawę dla politycznych manifestacji. Już w 1947 roku rozpisywano zatem konkurs na koncepcję zagospodarowania tego terenu. Zwyciężył wówczas projekt Bohdana Pniewskiego, zakładający rekonstrukcję pałacu Bruhla, zaś na miejscu Pałacu Saskiego wzniesienie monumentalnej kolumnady, nawiązującej do istniejącej pierwotnie, bez odbudowy wszakże części użytkowej – skrzydeł. Ostatecznie odstąpiono od realizacji, a w 1950 roku przedstawiono projekt budowy biurowca, bliskiego formalnie bryle dawnego pałacu. I tym razem, głównie ze względów finansowych budowę zarzucono. W następnych dekadach wielokrotnie poruszano kwestię ściany zachodniej placu, a kolejne koncepcje z 1952, 1964, 1972 zakładały bądź wprowadzenie całkowicie współczesnej zabudowy, bądź budowę gmachów nawiązujących do realizacji Idzikowskiego, nie będących jednak w szczegółach rekonstrukcją. Żaden z pomysłów nie wszedł ostatecznie w fazę projektu wykonawczego.

I-konkurs-1947-Pniewski

Zwycięski projekt Bohdana Pniewskiego na koncepcję zagospodarowania obecnego Placu Marszałka Piłsudskiego, 1947 rok. za: http://saski2018.pl/2013/03/23/do-siedmiu-razy-sztuka/

Dopiero w 2004 roku powrócono do koncepcji rekonstrukcji brył Pałacu Saskiego oraz Bruhla wg stanu z 1939 roku, z nowocześnie ukształtowanymi wnętrzami oraz parkingiem pod gmachem. w 2006 roku rozpoczęto badania archeologiczne, w wyniku których udało się odsłonić piwnice i fundamenty dawnej zabudowy od XVII po wiek XIX i XX. W 2007 roku najstarsza część piwnic została wpisana do rejestru zabytków, co stało się powodem problemów budżetowych inwestycji. Zachowanie, przeznaczonych pierwotnie do rozbiórki fundamentów wprowadzało komplikacje konstrukcyjne i znacznie podwyższało koszty budowy, brak odpowiedniego parkingu podziemnego ograniczał także możliwości użytkowe budynków. Finalnie koncepcję ponownie odłożono do realizacji w nieokreślonej przyszłości – która być może właśnie nadchodzi.

Palac_Saski_240650_Fotopolska-Eu

Odkryte fundamenty północnego skrzydła Pałacu Saskiego w 2007 roku, . W tle widoczny Teatr Wielki i Opera Narodowa. fot za: http://warszawa.fotopolska.eu

Walory estetyczne i urbanistyczne gmachów wznoszących się niegdyś na zachodnim zamknięciu obecnego Placu Marszałka Piłsudskiego były tematem szeroko dyskutowanym jeszcze przed II wojną. Bezsprzecznie najwyżej oceniano pałac Bruhla jako pochodzący z czasów I Rzeczpospolitej, który po przebudowie Pniewskiego dodatkowo zyskał na wizualnej atrakcyjności. Odmiennie przedstawiała się kwestia dawnego Pałacu Saskiego, a w zasadzie w jego XIX wiecznej postaci Rezydencji Skwarcowa. W sensie formalnym, ale i symbolicznym realizację Idzikowskiego należy uznać za antypałac Wettynów, bo część zawierającą apartamenty, w których elektorzy rezydowali, zgodnie z odgórnym, carskim dekretem usunięto. Jej miejsce zajął ażurowy parawan kolumnady i publiczne przejście do ogrodu, z premedytacją pozbawione jakiegokolwiek silnego, centralnego akcentu. W zamyśle Rosyjskich urbanistów miało być to neutralne tło dla, ustawionego na dawnym dziedzińcu, monumentalnego pomnika poległych podczas Powstania Listopadowego oficerów – lojalistów carskiej armii. Zatraceniu uległa tym sposobem idea Osi Saskiej, w której przestał istnieć główny element, któremu była podporządkowana, a założenie rezydencji entre cure et jardin uległo wypaczeniu. Cały ten, dokładnie przemyślany kompleks stanowił zatem wymowny symbol rosyjskiej dominacji w dawnej stolicy Rzeczpospolitej (taki ówczesny Pałac Kultury).

Palac_Saski_750013_Fotopolska-Eu

Pałac Saski widziany z głównej alei ogrodu Saskiego. W tle sobór św. Aleksandra Newskiego, który stanął na miejscu Pomnika Lojalistów. lata 1912-15, fot za: http://warszawa.fotopolska.eu

W połowie XIX wieku powstała zatem zupełnie nowa jakość, o odmiennej wymowie i funkcji, zrywająca z tradycyjnym sposobem kształtowania przestrzeni. Dawna oś straciła dominantę, ale zyskała komunikacyjną ciągłość, co miało znaczenie w kontekście faktu, że zarówno dziedziniec jak i park stały się ogólnodostępnymi terenami publicznymi. Zastosowane rozwiązanie było też dość powszechnie chwalone przez Warszawiaków. Już w XX leciu miedzywojennym zwracano natomiast uwagę na monotonię i blokowość rozdzielnych kolumnadą skrzydeł Idzikowskiego. Nie przydając im wartości zabytkowych snuto zatem plany ich przebudowy, czemu służyć miały kolejne konkursy w 1927 i 1935 roku. Ostatecznie wykonano tylko zewnętrzny „lifting” zmieniając między innymi formę neogotyckiej fasady od strony parku i przekształcając wnętrza. Obiektywnie stwierdzić należy, iż kubiczne bryły skrzydeł, po zdjęciu stylowego detalu bezbłędnie przypominałyby modernistyczny biurowiec, bez większych artystycznych ambicji, ale zupełnie poprawny – taki też był też zasadniczo pałac Skwarcowa.

W obecnej argumentacji zwolenników odbudowy zachodniej pierzei Placu Piłsudskiego pojawia się kilka połączonych ze sobą wątków. Przede wszystkim podnoszona jest waga obu pałaców dla kształtu urbanistycznego tej części miasta. Zamknięcia Osi Saskiej oraz odtworzenia dominanty placu, która stanowiła jeden z najbardziej charakterystycznych miejsc w stolicy. Rekonstrukcja zabudowy ma stanowić także ukoronowanie powojennej odbudowy miasta i element likwidacji śladów hitlerowskiej zbrodni popełnionej na Warszawie. Przywrócone zabytki mają stać się nową atrakcją turystyczną, powodem do dumy dla mieszkańców, a także odpowiednią oprawą architektoniczną dla Grobu Nieznanego Żołnierza oraz uroczystości które się pod nim odbywają.

Image

Propozycja rekonstrukcji Pałacu Saskiego oraz Bruhla, wg: http://saski2018.pl/historia/palac-saski/

Nie sposób nie zgodzić się z częścią tych argumentów, ale nie można przyjmować ich także bezkrytycznie. Brak architektonicznego zamknięcia placu stanowi rzeczywiście zaprzeczenie tradycji kształtowania urbanistycznego przestrzeni miejskiej, choć można by wymienić wiele podobnych przykładów w Europie. W gruncie rzeczy apartamentowiec Skwarcowa także był zaprzeczeniem takiej tradycji, przez połączenie placu z ogrodem publicznym bramą na osi założenia. Stan obecny, jak i przedwojenny to rozwiązania nie kanoniczne – odróżnia je jednak symboliczny przekaz i znaczenie. Z jednej strony monumentalny gmach rosyjskiego kupca, zawierający niepozorny Grób Nieznanego Żołnierza, skryty wśród jego podziałów; z drugiej wyraźnie wyeksponowany cenotaf, wykorzystujący jedyny zachowany fragment tej rezydencji, stający się najważniejszym punktem placu.

Symboliczne zakończenie odbudowy stolicy przez odtworzenie Pałacu Saskiego, to tak naprawdę otwarcie worka z kolejnymi nie istniejącymi zabytkami. Sądząc z licznych wpisów internetowych znajdują się tam obiekty nie tylko zniszczone podczas działań wojennych ale i te zlikwidowane dziesiątki a nawet setki lat wcześniej, proponowanych niekiedy w fantastycznie zmodyfikowanych wersjach. Tymczasem gmachów, które miały symbolicznie zakończyć odbudowę miasta było już kilka – Zamek Królewski czy Pałac Jabłonowskich.  Istnieją, wg mnie nadal budynki w Warszawie, nad których przywróceniem warto było by się zastanowić (np Kamienica Mikulskiego przy ulicy Bielańskiej), należy pamiętać jednak, że obiekt zbudowany na nowo, w nowej technologii i materiale nie będzie się równał zabytkowi, który zewnętrznie przypomina. Najlepiej jeżeli udaje się wykorzystać zachowane elementy pierwowzoru – fundamenty, pozostałości murów, dekoracji – które stają się relikwiami, nadającymi budynkowi cechy autentyzmu. Tu znów pojawia się jednak problem odkrytych piwnic zabudowy placu. Do rejestru zabytków wpisano w 2007 roku tylko fragmenty z XVII i XVIII wieku, przyjmując jednak, że rezydencja Skwarcowa była na tyle interesująca, że warto ją zrekonstruować, to logicznym wydaje się również konieczność zachowania maksymalnej ilości jej oryginalnej substancji – czyli  fundamentów i podziałów. W tych okolicznościach ciężko było by jednak urządzić jakikolwiek parking podziemny, a bez niego w śródmiejskiej ciasnocie trudno będzie o pozwolenie na budowę.

Postulat odbudowy zachodniej pierzei wpisuje się oczywiście w działania prowadzone po 1945 roku w śródmieściu Warszawy, gdzie poza starówką i Krakowskim przedmieściem rekonstrukcja dotyczyła tylko wybranych obiektów, o szczególnym znaczeniu historycznym lub wartościach architektonicznych. Plac Piłsudskiego po wojnie wypełniła  zatem w większości nowa zabudowa, ale ściana zachodnia powyższe wartości z pewnością posiadała, na co zwracali uwagę kolejni Konserwatorzy Miejscy od Piotra Biegańskiego poczynając. Przy takim założeniu, poza kontrowersjami doktrynalnymi należało by uznać jej odtworzenie za wskazane. Można się spierać odnośnie detali, materiałów, układów wnętrz, sposobu zagospodarowania i zabezpieczenia piwnic, ale posiadana ikonografia i relikty pozwalają, przy dobrej woli i odpowiednich środkach dokonać pełnej rekonstrukcji.

Problem polega na tym, że obecny sposób zagospodarowania terenu popałacowego nie stanowi nieużytku pozbawionego wartości estetycznej, a przede wszystkim symbolicznej. Istniejące dziś pozostałości pałacu, będące oprawą dla Grobu Nieznanego Żołnierza są obiektem szczególnym, o dwoistym znaczeniu i wymowie. Stanowią one zarówno pomnik ku czci bohaterów, jak i antypomnik stworzony przez okupantów, stanowiący świadectwo ich niszczycielskiej działalności. Przy takiej eksplikacji relikty wpisują się w schemat interpretacyjny podobnych znaczeniowo monumentów w Polsce i na świecie.

51

Obecny Plac Marszałka Piłsudskiego w 1945 roku. Widoczny teren po wysadzonym Pałacu Saskim oraz Bruhla. Za Google Maps.

Antypomnik lub pomnik pamięci, wykorzystuje substancję, której pierwotne znaczenie i przeznaczenie było inne. Adaptuje zastane struktury jako artefakty, stanowiące świadectwo pewnych zdarzeń, a przez zmianę kontekstu i opatrzenie odpowiednim komentarzem odmienia ich pierwotną warstwę znaczeniową. Monumenty tego rodzaju niosą ze sobą potężny ładunek emocjonalny, są bowiem namacalnym i rzeczywistym elementem dziejów.  Tym sposobem np. symbol „ostatecznego rozwiązania” – obóz Auschwitz – Birkenau staje się świadectwem zbrodni i pomnikiem ofiar. Przez opatrzenie odpowiednimi objaśnieniami historycznymi i aranżację można także z łatwością odmienić pomniki wdzięczności Armii Czerwonej na symbol potępienia „wyzwolicieli”. Najczęściej wykorzystywane jako antypomniki są  jednak ruiny, zwykle budynków monumentalnych, pozostałe po zniszczeniach wojennych, lub kataklizmach spowodowanych przez naturę. Najbardziej wymowne z nich to Pomnik Pokoju w Hirosimie (dawny Pawilon Promocji Przemysłowej), berliński Kościół Pamięci – Kaiser-Wilhelm-Gedächtniskirche, czy Katedra w Coventry. Są to obiekty zachowane jako destrukty, ale dzięki sile wyrazu stały się swego rodzaju ikonami, którymi w czasach świetności nie koniecznie były.

WP_20130227_002

Katedra w Coventry – zniszczona w 1940 roku, podczas nalotów średniowieczna budowla, pozostawiona jako pomnik – ruina. W latach 50 XX wieku obok wzniesiono nową, modernistyczną świątynię. fot za: https://www.arthistoryabroad.com/2013/04/the-tapestry-at-coventry-cathedral-by-anna-fothergill/

Warszawski Grób Nieznego Żołnierza wpisując się w kontekst powyższych przykładów, pełni jednak podwójną funkcję, co szczególnie go wyróżnia. Oczywiście ani zredukowany fragment galerii projektowanej przez Idzikowskiego, ani wbudowany tam później cenotaf, nie zostały stworzone pierwotnie aby funkcjonować w znanej nam dzisiaj formie. Powstałe jednak na skutek działań nazistów oraz aranżacji Stępińskiego mauzoleum, oddziałuje dziś o wiele silniej niż w dawnym kontekście – obudowane i zagubione wśród kolumn i pilastrów monumentalnego gmachu. Sugestywność tego dość niepozornego zabytku jest na tyle duża, że stał się jednym z najważniejszych symboli stolicy, najczęściej fotografowanych i odwiedzanych.

Oczywiście kwestią subiektywnego odczucia jest czy większą wartość historyczną i symboliczną dla miasta oraz wszystkich Polaków, będzie miała, zbudowana praktycznie od nowa XIX wieczna rezydencja rosyjskiego kupca, czy też obecne, minimalistyczne w skali placu założenie, eksponujące ruiny pałacu jako Mauzoleum Narodowych Bohaterów.

plac.pilsudskiego

Plac Marszałka Piłsudskiego, widok obecny z Grobem Nieznanego Żołnierza oraz zaznaczonym posadzką placu negatywem dawnej zabudowy. za: google maps

Osobiście uważam, że w czasach gdy tak usilnie, zarówno na użytek wewnętrzny, jak i na arenie międzynarodowej zabiegamy o pamięć historyczną – daniny krwi ale i destrukcji kultury materialnej, która w ostatnim stuleciu, przy udziale obcych wojsk dokonała się w naszym kraju,  nie możemy pozwolić sobie na zacieranie śladów historii.  Kierując się sentymentami do niektórych utraconych zabytków możemy pozbawić się pamięci o tych najcięższych latach XX wieku, a tylko wymowne ślady tamtej tragedii będą wstanie utrzymać żywą pamięć, gdy światków już zabraknie. Pozostałości Pałacu Saskiego, stanowiące swoisty baldachim nad symbolicznym grobowcem obrońców ojczyzny, są właśnie jednym z najciekawszych, najbardziej przejmujących i skłaniających do refleksji monumentów, stanowiących przesłanie dla przyszłych pokoleń.

Warto, wg mnie rozpocząć debatę nad jakąś formą wyeksponowania piwnic i fundamentów zabudowy ściany zachodniej Placu, może zaznaczenia ich w przestrzeni za pomocą prostych, kubicznych brył, wody, światła, elementów podkreślających i rozbudowujących symboliczną wymowę ruin i pomnika. Tworzenie nadziemnych obiektów kubaturowych uważam jednak za zakłócające odbiór monumentu i pozbawione racjonalnych podstaw. Koniecznym było by rozpisanie międzynarodowego konkursu i wieloaspektowa analiza nadesłanych prac. Tymczasem na mnie największe wrażenie robią właśnie te urwane trzy arkady Grobu Nieznanego Żołnierza, odcinające się na tle zieleni parku i otaczająca go przejmująca pustka…

Grob_Nieznanego_Zolnierza_199865_Fotopolska-Eu

Grób Nieznanego Żołnierza w Warszawie, widok współczesny, za: http://warszawa.fotopolska.eu

Ważniejsza bibliografia:

Z. Stępiński, Siedem Placów Warszawy, Warszawa 1988.
W. Fijałkowski, Szlakiem warszawskich rezydencji i siedzib królewskich, Warszawa 1990.

Dyskusja na temat odbudowy, wybór:

http://saski2018.pl/

http://www.newsweek.pl/kultura/odbudowa-palacu-saskiego-w-warszawie-to-historyczny-falsz,artykuly,423417,1.html

https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/374115-marszalek-tyszka-apeluje-o-odbudowe-palacu-saskiego-manifestacja-sily-i-ciaglosci-panstwa-polskiego

http://info.wyborcza.pl/temat/wyborcza/odbudowa+pa%C5%82acu+saskiego

 

Dodaj komentarz

Filed under Bez kategorii

Katedra Poznańska – regotyzacja czyli przebudowa z lat 1947-56.

W trakcie walk o Poznań, położona na Ostrowie Tumskim Katedra św Piotra i Pawła została ciężko uszkodzona – zniszczeniu uległa fasada, runęły wieże, spłonęły dachy oraz wnętrze nawy głównej i bocznych. Hekatombę w lepszym stanie przetrwał jedynie wieniec kaplic otaczających świątynię. W trakcie odbudowy, z pod opadłych, XIX wiecznych tynków wyłoniło się, świetnie zachowane, średniowieczne lico ścian. Zdecydowano wówczas o jego odsłonięciu, dzięki czemu przywrócono miastu jedyną w swoim rodzaju gotycką katedrę zgodnie ze stanem z XV wieku…

Tyle, mniej więcej dowiedzieć się można z ogólnych opracowań i przewodników, opowiadających o dziejach tej świątyni. Rzeczywistość wyglądała tymczasem nieco odmiennie – skalę zniszczeń, w oficjalnej wykładni znacznie wyolbrzymiono, odkryte średniowieczne mury dalekie były od kompletności, a regotyzacja to w rzeczywistości historyzująca przebudowa, zdeterminowana uwarunkowaniami politycznymi oraz estetycznymi, znacznie odbiegająca od formy nadanej gmachowi w wiekach średnich. Największe zniszczenia zabytkowej konstrukcji spowodowały tu natomiast nie sowieckie lub niemieckie pociski lecz… archeolodzy.

Katedra Poznańska przed 1945 rokiem prezentowała się całkowicie odmiennie niż zdążyliśmy się współcześnie przyzwyczaić.  Wyróżniała ją ogromna ilość nawarstwień stylowych, niemal ze wszystkich epok historycznych – obrastajacych gotycki trzon murów. Już sama średniowieczna świątynia, nie była jednak budynkiem jednorodnym i łączyła różne fazy budowlane – od XIII po wiek XV, stojąc równocześnie na romańskim fundamencie. W kolejnych wiekach nakładano na mury nowe kostiumy stylowe, co prowokowały liczne zalania, pożary i katastrofy budowlane oraz zmieniające się wymagania estetyczne. W XVII wieku runęły gotyckie sklepienia naw, odbudowane już w odmiennej formie. W wieku XVIII zawaliła się południowa wieża fasady, niszcząc sklepienia nawy i kaplic oraz arkady między nimi. Po tej katastrofie odbudowano i podwyższono wieże oraz przebudowano fasadę w duchu klasycyzmu. Prezbiterium wypełnił też w tym czasie monumentalny, barokowo-klasycystyczny ołtarz główny, z figurami najlepszego rzeźbiarza swojej epoki w Wielkopolsce – A. Schepsa. Wiek XIX i I poł. XX, dołożyły kolejne elementy, zgodnie gustami epoki, tak że do wybuchu II Wojny Światowej średniowieczna budowla szczelnie obrosła późniejszymi naleciałościami. Wszystkie ściany otynkowano i pokryto częściowo polichromią oraz stiukami,  zmieniono wielkość i kształt okien, arkad, portali, sklepień, nachylenie dachów, hełmy wież, zlikwidowano łuki przyporowe…

kGWmL2P2THeqmhxKI206_ar16x9

Katedra Poznańska – fasada zachodnia w 1945 roku. fot. za: http://cyryl.poznan.pl

KcquARSJzyXIweXixX7N_ar16x9

Katedra od strony południowo-wschodniej, po pożarze w 1945 roku. fot. za: http://cyryl.poznan.pl

W takiej, zasadniczo barokowo- klasycystycznej szacie, pomimo dewastacji czasów okupacji świątynia przetrwała do „wyzwolenia”. Największe zniszczenia przyniósł ostrzał artyleryjski z lewobrzeżnej części miasta 15 lutego 1945 roku, a rozmiar powstałych wówczas szkód pozwala, dość wiarygodnie oszacować przegląd dokumentacji fotograficznej, wykonany po zakończeniu działań wojennych. Zauważalne są, przede wszystkim uszkodzenia XVIII wiecznej obudowy fasady zachodniej. Zdruzgotane zostały kolumny klasycystycznej loggi, a mury zachodniego masywu w wielu miejscach są podziurawione i poszarpane.  Wywołany wybuchami pożar strawił wszystkie hełmy wież oraz dachy nad nawą główną i bocznymi. Sklepienia jednak utrzymały ciężar walącej się więźby i pomimo zarysowań oraz kilku przebić zachowały się na całej powierzchni, nie dopuszczając do wypalenia i zniszczenia wnętrza. Poza fasadą mury obwodowe, choć posiekane pociskami zachowały się w dobrym stanie, w całości po gzyms koronujący.

tnc18cKzOuYSEliGb7Qf_ar16x9

Katedra Poznańska – nawa główna i prezbiterium w 1945 roku. fot. za: http://cyryl.poznan.pl

Wewnątrz posadzka świątyni zasłana została odpadającymi ze sklepień i ścian tynkami oraz szkłem okiennym, ale największą stratą było zapalenie się organów na emporze zachodniej, poza nimi spłonęła się tylko część ruchomości złożonych w nawie glównej. W niewielkim stopniu uszkodzony został ołtarz główny (przeważnie przez spadające tynki); neogotycka ambona, oraz większość zmagazynowanego w nawie głównej, bocznych i kaplicach wyposażenia,  wraz z ołtarzami i nagrobkami przetrwały w zasadzie bez szwanku. Silnie zabrudzone i odspojone miejscami od ścian zachowały się również polichromie w prezbiterium.

katedra-wielki-oltarz-1945-r-fot-l-perz,pic1,1017,53659,67590,show2

Widok na zamknięcie prezbiterium po wykonaniu odkrywek arkadek triforiów, widocznych po bokach barokowego ołtarza głównego. fot. za: http://cyryl.poznan.pl

Zaraz po wojnie wykonano prace zabezpieczające oraz odkrywki tynków, zlecone przez ówczesnego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków Zdzisława Kempińskiego. Natrafiono wówczas na zachowane w wielu miejscach ceglane, średniowieczne lico ścian, a w prezbiterium, po bokach ołtarza głównego, w strefie między oknami, a arkadami otwierającymi się do ambitu, odsłonięto dobrze zachowane, średniowieczne, arkadkowe trifora. Rozwiązanie takie, wywodzące się z katedr francuskich, a posiadające najbliższe analogie w Katedrze Praskiej oraz Kolegiacie NMP w Stargardzie Szczecińskim, stanowiło ewenement na ziemiach Korony Polskiej. Podobnie wyjątkowe były, jak się okazało dobrze zachowane pod tynkami, trzy XV wieczne wieże opinające prezbiterium. Mieściły one, znajdujące się nad sklepieniami ambitu kaplice, otwarte na nawę główną wysokimi arkadami.

20170421_120926

Przekrój pionowy przez prezbiterium, rekonstrukcja stanu z XV wieku. Widoczne trzy kaplice w wieżach, których arkady otwierają się na prezbiterium i przerywają galerię triforyjną. rys. za: http://cyryl.poznan.pl

G2ShKc114nRjyNsG3fIk_ar16x9

Triforium odkryte z pod tynków, po rozebraniu ołtarza głównego. Po lewej widoczna dolna część arkady i posadzka kaplicy w wieży północnej. fot. 1947, za: http://cyryl.poznan.pl

Dość purystycznie nastawione wówczas, lokalne, ale i stołeczne środowisko konserwatorskie opowiedziało się, w tych okolicznościach za zdjęciem wielowiekowych naleciałości i odsłonięciem najstarszych faz budowlanych świątyni. Stanowisko to odpowiadało także poglądom wielu hierarchów kościelnych, w tym m.in. Prymasa Stefana Wyszyńskiego, co w obliczu niskiej wówczas oceny klasy artystycznej barokowego i klasycystycznego wystroju ostatecznie przesądziło o jego losie.

Ogromny wpływ na bezkompromisową decyzję o regotyzacji miały poszukiwania korzeni chrześcijaństwa w Polsce, głównie w kontekście zbliżających się obchodów millenium chrztu. Nie bez znaczenia było także semantyczne pojmowanie katedry chrześcijańskiej, utożsamianej na północ od Alp ze stylem gotyckim. Surowa i oszczędna, a przy tym dość monumentalna, średniowieczna architektura niżu europejskiego bliższa była wreszcie gustom ukształtowanym na Art deco, stanowiąc przy tym doskonałą kontrę dla proklamowanego w 1949 roku socrealizmu.

4LLcWFo3D4ImGSbRRkt4_ar16x9

Jedna z kilku koncepcji rekonstrukcji bryły oraz hełmów wież katedry, wyk. F. Morawski, za: http://cyryl.poznan.pl

Prace rozpoczęto w 1947 roku pod nadzorem strony kościelnej i Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, przy wsparciu komisji składającej się z przedstawicieli różnych dziedzin sztuk. Projekt budowlany, na podstawie przekazanych wytycznych przygotować miał natomiast architekt Franciszek Morawski. Ten wykształcony jeszcze przed wybuchem I Wojny, w drezdeńskiej  Akademii Sztuk Pięknych artysta, już w okresie międzywojennym związał się z Wielkopolską – na terenie diecezji projektował np. historyzujące, w duchu średniowiecza kościoły w Drobninie, Dubinie czy św Rocha w Poznaniu. Morawski nie był jednak historykiem architektury, ani nie posiadał doświadczenia w badaniu i interpretacji dawnego budownictwa. Niestety do dziś nie przebadane zostało dostatecznie w jakim stopniu uzyskany efekt odbudowy katedry zawdzięczamy osobistej inwencji tego architekta, a na ile było to dzieło kolegialne oraz jak duży był wpływ oczekiwań i gustu inwestora (kurii).

GbqTqKFy03H7WKw7vyD2_ar16x9

Północna ściana prezbiterium i nawy głównej rozdzielonych łukiem tęczowym. Zdjęcie wykonano po zbiciu tynków i odsłonięciu zachowanych reliktów profilowania arkad oraz służek. Widoczne pierwotne okienka klatki schodowej, w grubości muru, przy łuku tęczowym oraz przemurowanie w miejscu wejścia zapewne na dawne lektorium – obecnie przelicowane i nie widoczne. Po prawej stronie całkowicie przemurowana w XVIII wieku arkada z lożą w miejscu galerii triforyjnej. fot. 1947 rok, za: http://cyryl.poznan.pl

W toku prac związanych z usuwaniem tynków i przemurowań okazało się, że stopień zachowania XIV i XV wiecznej konstrukcji nie jest tak dobry jak się z początku wydawało. Liczne przebudowy budynku w ciągu wieków zatarły dawne profilowanie, detale, proporcje niektórych okien i arkad oraz formy sklepień, pozostawiając szerokie pole do interpretacji, wymagającej skrupulatnych badań in situ oraz porównawczych.

Niestety, prace prowadzono wg przyjętego z góry harmonogramu budżetowego, bez żmudnej analizy architektonicznej oraz zważania na uszkodzenia lica cegieł, a i w toku samej odbudowy nie za bardzo przywiązywano wagę do pozostawienia oryginalnej substancji. W ten sposób przelicowano niemal całą powierzchnię ścian prezbiterium, do tego stopnia, że z odkrytych, tak wyjątkowych tryforiów nie pozostała bodaj ani jedna oryginalna cegła. Podobnie wszystkie trzy wieże przy prezbiterium rozebrano całkowicie i zbudowano od nowa, w nowym materiale, dokonując licznych korekt, złożonego sposobu nadwieszenia ich nad obejściem.

H3ehRK51SCtYqYuXBit3_ar16x9

Zamknięcie prezbiterium od strony południowo-wschodniej. Zdjęcie wykonano po rozebraniu wieży południowej przy prezbiterium, w trakcie montowania stalowej więźby dachowej. fot. 1949 rok, za: http://cyryl.poznan.pl

W przypadku gdy pewne nieregularności wątku, świadczące często o średniowiecznych jeszcze fazach budowlanych i przebudowach nie odpowiadały projektowi lub poczuciu estetyki architekta nie wahano się przed całkowitą wymianą licowania lub rozbiórką ściany, co ograniczyło późniejszą interpretację architektury, inną niż z góry założona.  Obecnie większe fragmenty oryginalnego lica można dostrzec we wnętrzu głównie w środkowych częściach ścian nawy głównej oraz części ścian i arkad otwierających się na kaplice. W znacznym stopniu przelicowano również mury od zewnątrz. Oryginalną cegłę znajdujemy, na większych płaszczyznach między odtworzonymi glifami okiennymi nawy głównej korpusu, ale okładziny prezbiterium, fasady i wież zachodnich są już, niemal w całości tworem połowy XX wieku, a ilość cegieł pamiętających wieki średnie nie przekracza tam kilkunastu procent.

bKxVAm8BsGtSsrW291yH_ar16x9

Wieża południowa masywu zachodniego po przelicowaniu dolnych kondygnacji cegłą „gotycką”. Średniowieczna licówka zachowana jest tylko na fragmencie czoła przypory po lewej stronie u dołu. fot. 1951 rok, za: http://cyryl.poznan.pl

Osobną jest kwestią, że w średniowieczu z rzadka tylko we wnętrzach pozostawiano surową cegłę – zwykle mury pokrywano pobiałami z malowanym wątkiem ceglanym (często zupełnie nie pokrywającym się z oryginalnym) bądź kamiennym oraz wielobarwnym wykończeniem profili arkad lub żeber sklepiennych. W przypadku Katedry Poznańskiej brak jest tego typu dekoracji. Co bardziej pewne jednak, zwyczajnie nie przywiązano do niej wagi i konsekwentnie ją usunięto. Zachowano tylko późniejsze, figuralne i ornamentalne przedstawienia, odsłonięte na podłuczach kilku arkad między ambitem, a kaplicami. Jeszcze w 1949 roku planowano co prawda „otynkować ściany powyżej chóru” oraz służki w nawie głównej i pokryć je, wraz ze sklepieniem „delikatną” polichromią, ostatecznie jednak z pomysłu tego zrezygnowano.

20170919_100237

Odsłonięte podczas regotyzacji polichromie z XVI i XVII wieku w podłuczu arkad kaplicy w południowej części ambitu. fot M. Górecki

Wiele odkrytych z pod tynków elementów sprawiało problemy interpretacyjne, jednym z najważniejszych były trzy wieże przy prezbiterium. Mieściły one przed wojną, znajdujące się nad obejściem kaplice, zaś komunikacja między nimi odbywała się przejściami ponad sklepieniami, skąd wejścia wiodły również na ganek skryty za galerią triforyjną. Istnienie w tym miejscu kaplic zostało wyraźnie potwierdzone źródłowo jednak dopiero w XVII wieku. Skłoniło to, niektórych badaczy do uznania, że pierwotnie były to wieże – latarnie, mające doświetlać dość ciemny w tym miejscu ambit. Rozwiązanie takie było by ewenementem w Europie tego czasu, w przeciwieństwie do wersji z kaplicami partonackimi lub lożami, pojawiającymi się, zwłaszcza w królewskich świątyniach. Ostatecznie wieże odbudowano jako latarnie, likwidując ślady pierwotnych przejść i poziomów użytkowych. Obecnie niemal wszyscy naukowcy przychylają się do wniosku, że podczas regotyzacji popełniono poważny błąd, który zafałszował historię i zmienił sposób odbioru oraz funkcjonowania świątyni.

DDjty5S6jHJZT60NIhY2_ar16x9

Południowa wieża przyprezbiterialna. Wnętrze oraz konstrukcja jej nadwieszenia nad ambitem, po zdjęciu sklepienia oraz podłogi kaplicy. W górnej części widoczny otwór drzwiowy dawnego przejścia nad sklepieniami obejścia. fot. za: http://cyryl.poznan.pl

20170919_100621

Południowa wieża przyprezbiterialna po „rekonstrukcji”, pełniąca obecnie funkcję latarni doświetlającej prezbiterium i ambit. Brak śladów dawnych poziomów użytkowych oraz otworów komunikacyjnych. fot. M. Górecki

Inne błędy popełnione przy odbudowie, wiązały się choćby z subiektywnie pojętymi wrażeniami estetycznymi, które przeważały nad dążeniem do wierności historycznej. Doskonałym przykładem mogą być tu odkryte triforia. Zdjęcia z okresu odbudowy wyraźnie ilustrują, że pas arkadek kryjących ganki wokół prezbiterium przerywany był trzykrotnie w miejscach, w których znajdowały się kaplice w wieżach. W ten sposób z początku go zrekonstruowano.

kP4hZiAHRd5Zj6XralXB_ar16x9

Prezbiterium katedry po zdjęciu tynków oraz  usunięciu ołtarza głównego. Widoczne odsłonięte arkady otwarte do ambitu oraz powyżej triforia o ciągu przerywanym przez kaplice w wieżach. fot. 1948 rok, za: http://cyryl.poznan.pl

20170919_101919

Prezbiterium, widok współczesny. fot. M. Górecki

Efekt musiał jednak nie być zadowalający, gdyż ostatecznie wykonano pas ciągły triforiów. Zaważyły na tej decyzji z pewnością analogie do innych tego typu rozwiązań w Europie, od których zastosowane w Poznaniu wyraźnie odbiegało. Błędne jest także skrócenie od dołu arkadek triforium w dwóch przęsłach przy łuku tęczowym (pomimo zachowanych reliktów skrócono je o 1/3), dodatkowo wżynają się w nie szczyty zbyt wysoko wyprowadzonych, ostrych łuków arkad. Pierwotnie łuki te były silnie spłaszczone, co jednak nie odpowiadało XX wiecznemu poczuciu, średniowiecznych proporcji.

20170919_100253

Przęsła prezbiterium przy łuku tęczowym. Zbyt wysoko na początku lat 50 XX wieku, wyprowadzone łuki arkad spowodowały konieczność skrócenia galerii triforyjnej i zastosowania ahistorycznego, uskokowego wykończenia środkowej arkadki. fot. M. Górecki

Kolejnym problemem, przed którym stanął architekt była forma sklepień naw i prezbiterium. Zdjęcia z okresu odbudowy sugerują, że pozostawiano ewentualność zachowania istniejących sklepień barokowych w nawie głównej – widoczne jest na nich odtworzone ceglane lico ścian, przy pozostawieniu wcześniejszego przekrycia. I znów wrażenia estetyczne lub decyzja inwestora przesądziły o ich całkowitym wyburzeniu. Pod nowożytnymi oporami, na murach widoczne były wówczas ślady oporów średniowiecznych pułapów, choć pozostałości te nie pozwalały rozstrzygnąć ich rysunku.

QTNIUvUbUpV4ie10GUvQ_ar16x9

Nawa główna, widok w kierunku zachodnim. Widoczne odsłonięte i odtworzone lico ścian oraz ościeży okiennych z istniejącymi nadal barokowymi sklepieniami. fot. 1949 rok , za: http://cyryl.poznan.pl

Pomimo braku odpowiednich przesłanek, ostatecznie zdecydowano o założeniu w nawie głównej sklepień gwiaździstych, zaś w prezbiterium krzyżowo-żebrowych. Przyjęte rozwiązanie, choć dobrze się komponujące, stanowi jednak odwrócenie stylistycznej chronologii powstawania tych dwóch części świątyni – nawa główna jest o kilka dziesięcioleci starsza od prezbiterium i to tam należało raczej zastosować sklepienie krzyżowe, w XV wiecznym prezbiterium, jak najbardziej odpowiadało by tymczasem przekrycie o rysunku gwiaździstym. Tu znów uzewnętrznia się, że Morawski znajdował się pod silnym wpływem katedr francuskich – o sklepieniach krzyżowo-żebrowych właśnie. To, że starsze są one od poznańskiego prezbiterium o prawie dwa wieki, nie było widać szczególnie istotne.

lVXhOrkZPyoXgVRDDkpT_ar16x9

Plan katedry z zaznaczeniem faz budowy oraz rekonstrukcją pierwotnej siatki sklepień – gwiaździstych w prezbiterium i krzyżowych w korpusie nawowym. wg. W. Gałka, za: http://cyryl.poznan.pl

vKTffe8c3n7VfQujv8At_ar16x9

Błędnie zrekonstruowana siatka sklepień w przebiterium. fot. 1950, za: http://cyryl.poznan.pl

Tylko domyślać możemy się z jakiego powodu, w czasie odbudowy, w nawie głównej i bocznych, nowe, pseudogotyckie sklepienia założono zbyt zbyt wysoko w stosunku do pierwotnych – o ponad 3 metry! Ślady oparcia na murach gotyckich sklepień były  wówczas wyraźnie widoczne i przebiegały tuż nad oknami w nawie głównej i arkadami w nawach bocznych. W efekcie zmieniono zatem proporcje wnętrza, sprawiającego obecnie wrażenie bardziej wysmukłego.

3W9afDTqoEUvGRacgULo_ar16x9

Ściany nawy głównej po rekonstrukcji ościeży okiennych i rozebraniu barokowych sklepień. Tuż nad oknami widoczne są opory pierwotnych sklepień gotyckich, na których zasadniczo oparto również XVIII wieczne przekrycie.  fot. 1950, za: http://cyryl.poznan.pl

20170919_100332

Górna część ścian nawy głównej – widok współczesny. Widoczne całkowicie nowe lico ceglane powyżej zbiegu żeber sklepiennych. Nowe sklepienia o błędnie odtworzonym rysunku i profilu założone są ponad 3m wyżej niż pierwotne. fot. M. Górecki

20170919_095806

Południowa ściana nawy głównej, przy styku z wieżą fasady – stan obecny. Widoczna XX wieczna nadbudowa ściany nawy głównej – jaśniejszy pas cegieł nad oknami, powyżej uskoku na wieży. Całość „gotyckiej” nadbudowy wieńczy „barokowy” gzyms. fot. M. Górecki

Możliwość podniesienia sklepień wiązała się z faktem, że mury obwodowe nawy głównej i prezbiterium nadbudowano o ponad metr w stosunku do ich pierwotnego stanu. Decyzję o takiej ingerencji podjęto dość późno zapewne pod wpływem „zewnętrznych nacisków”, gdyż jeszcze makiety i projekty z przełomu lat 40 i 50 sytuują gzyms wieńczący na pierwotnym poziomie.  Zapewne ideą przewodnią była chęć monumentalizacji bryły i nadania jej „odpowiednich” proporcji. Ta sama intencja stała za ahistorycznym podwyższeniem o około 4m wież fasady zachodniej, pomimo iż żadne przesłanki historyczne na to nie pozwalały. Co znamienne, choć przygotowano rysunki architektoniczne, zakładające konsekwentnie stworzenie również gotyckich hełmów wieżowych, to ostatecznie zdecydowano o nadaniu im form późnobarokowych. W regotyzowanych zabytkach było to wówczas częste postępowanie, hełmy barokowe były silnie zrośnięte z krajobrazem polskich miast i wsi, zaś „gotyckie” kojarzyły się jednoznacznie, z pogardzanym wówczas neogotykiem. Na trzech wieżyczkach wschodniego zamknięcia przywrócono zatem zwieńczenia istniejące do 1945 roku, wieże wschodnie nakryto zaś hełmami wzorowanymi na rysunku fasady z początku XVIII wieku.

LMt6pvtegXbxcSxQPTcm_ar16x9

Fragment rysunku przedstawiającego fasadę katedry sprzed 1772 roku, po przebudowie barokowej. Za: http://cyryl.poznan.pl

20170919_104321

fasada katerdy – stan obecny po przebudowie z połowy XX wieku. fot. M. Górecki

W wersji zrekonstruowanej tym ostatnim brak jednak finezji pierwowzoru, a ich znaczne przeskalowanie spowodowało, że sprawiają wrażenie ciężkich i nieproporcjonalnych – wieże katedry miały, wg decydentów stać się krajobrazową dominantą, zatem cel o, na poły politycznym wówczas znaczeniu uświęcił środki. Brak stylistycznej konsekwencji przejawia się także w obiegającym świątynię gzymsie koronującym, stworzonym całkowicie od nowa, wyżej niż pierwotny, któremu nadano zdecydowanie nowożytny profil i otynkowano. W elewacji zachodniej pozostałe elementy architektoniczne już bezpardonowo „regotyzowano”. Choć znane były z ikonografii formy barokowego szczytu między wieżami i możliwe było teoretycznie jego w miarę wierne odtworzenie, zdecydowano o nadaniu mu cech gotyckich, całkowicie wg wizji XX wiecznego projektanta. Zrealizowana kompozycja jest co prawda historycznie dość poprawna ale nie poparta żadną dokumentacją ani odkryciami, zatem dyskusyjna.

20170919_100024

Odtworzony na podstawie zachowanych reliktów glazurowanych kształtek zachodni portal – stan obecny. fot. M. Górecki

Portal główny zrekonstruowany został na podstawie zachowanych reliktów (część glazurowanych kształtek ościeży jest oryginalna), podobnie wielkie okno fasady zachodniej. Odkryto nawet pewne pozostałości, zdobiącej je kamiennej rozety, ale zrealizowana forma to już współczesna kreacja. W całej gorliwości naśladowania stylistyki historycznej razić mogą betonowe(?) nadproża okien zachodnich wież, stanowiące ni stąd, ni zowąd całkowicie współczesny akcent. Podkreślono w ten sposób  zapewne ahistoryczne umiejscowienie tych przepruć, co jednak na tle innych, wymienionych wyżej przekłamań wydaje się drobnostką.

20170919_095941

Wieża południowo-zachodnia. Ahistoryczne otwory okienne i drzwiowe o współczesnych formach i konstrukcji w „gotyckim” licu murów. fot. M. Górecki

Wieniec kaplic otaczających świątynię pozostawiono zasadniczo bez większych zmian. Od zewnątrz zachowano częściowo barokową szatę, a częściowo odsłonięto – lub raczej wykonano na nowo „gotyckie” lico z profilowanymi kształtkami ościeży i przypór. We wnętrzach największa rewolucją było usunięcie wiodących do kaplic portali i odtworzenie, niekiedy dobrze zachowanych pod tynkami pierwotnych arkad, oddzielających je od naw bocznych. W wyposażenie i wystrój ingerowano w małym stopniu, wprowadzono nawet nowoczesne akcenty w postaci współczesnych polichromii.

20170919_095527

Katedra widok od południowego wschodu. Widoczne odbudowane wieże przy prezbiterium oraz częściowo zregotyzowany ciąg kaplic otaczających nawy boczne i obejście. fot. M. Górecki

W części nawowej regotyzacja objęła tymczasem także wyposażenie. Późnobarokowy ołtarz główny został rozebrany aby wyeksponować nową, gotycką architekturę prezbiterium. Niestety nie zadbano o zdobiące go wysokiej klasy rzeźby figuralne, których znaczna część uległa prawdopodobnie zniszczeniu (choć możliwe, że ozdobiły one inne kościoły, nadal nie natrafiono jednak na ich ślad). Jego miejsce zajął późnogotycki pendaptyk, zakupiony z kościoła farnego w Górze Śląskiej – nowi parafianie z ziem „odzyskanych” nie przejawiali jeszcze wówczas przywiązania do poniemieckich „staroci”, więc oddali zabytek bez żalu. Trzeba wszakże przyznać, że w surowym wnętrzu, bogato zdobione i złocone retabulum komponuje się znakomicie. Ze śląska sprowadzono również XV wieczne stalle, które stanęły po jego bokach.

Jedynym elementem którzy burzy konsekwentnie budowaną wizję średniowiecznej katedry jest ambona. Wcześniej znajdowała się tu kazalnica neogotycka, o lekkiej ażurowej dekoracji. Przetrwała ona wojnę bez szwanku, podczas odbudowy stwierdzono jednak, że neogotyk nie odpowiada pseudogotyckiemu wnętrzu i zdecydowano o zastąpieniu jej amboną… barokową, oczywiście sprowadzoną z Dolnego Śląska. Przy ogólnym oglądzie całość wyposażenia nawy głównej i prezbiterium dobrze się komponuje, ale żaden z głównych elementów się tam znajdujących, nie jest historycznie związany z tą świątynią.

nSsYNEk4Xm9kTBEnX2qs_ar16x9

Prezbiterium po zawaleniu się dwóch filarów, sklepień oraz jednej z wież nad obejściem. W czasie wykonywania zdjęcia rozbierane były właśnie oryginalne arkadki triforiów w zamknięciu prezbiterium, pod oknami. fot. 1948 rok, za: http://cyryl.poznan.pl

Równolegle z pracami budowlanymi, w końcu lat 40 i na początku 50 prowadzono również, zakrojone na szeroką skalę badania archeologiczne we wnętrzu katedry. Przyniosły one odkrycie pod posadzkami pozostałości wczesnopiastowskich budowli, na których stanęły gotyckie mury. Paradoksalnie też, to  nie wojna, lecz archeolodzy właśnie przyczynili się przy okazji do największej katastrofy budowlanej tego zabytku od dwóch stuleci. Wykonane głębokie wykopy zachwiały statykę filaru po północnej stronie prezbiterium, co doprowadziło do zawalenia się dwóch filarów międzynawowych, wspartych na nich murów, niemal wszystkich sklepień w prezbiterium i części ambitu, a także północnej wieży przyprezbiterialnej. Zdjęcia wykonane po tym zdarzeniu ilustrują często w publikacjach zniszczenia wojenne, co nie jest zgodne z prawdą, choć ogień szalejący na dachach i wybuchy pocisków z pewnością przyczyniły się do osłabienia konstrukcji ścian oraz sklepień.

W porównaniu do współczesnych standardów, prace prowadzone przy odbudowie Katedry Poznańskiej wykonywano w innych warunkach politycznych, gospodarczych i z odmiennym podejściem do substancji zabytkowej. Ocena ich zasadności i jakości wymaga zatem porównania w kontekście podobnych realizacji czasu powojennej odbudowy kraju. Najbliższą analogię, pod względem specyfiki materii znajdziemy w Gnieźnie. Tamtejsza katedra wojnę przetrwała również z zachowanym zasadniczo kostiumem barokowym oraz spalonymi dachami i wieżami. Regotyzacja polegała także na zbiciu tynków i późniejszych dekoracji, oraz rekonstrukcji sklepień, hełmów wież, okien… Tu inwestycja przebiegła jednak niemal modelowo, opierano się na okrytych reliktach i dość skrupulatnych, również przedwojennych badaniach, a i współcześnie brak jest większych zastrzeżeń do wykonanych prac. Pomimo pewnych zapędów strony kościelnej, chcącej „uświetnić” wygląd świątyni, pod naciskiem Generalnego Konserwatora Zabytków (Jana Zachwatowicza) powstrzymano się przed poprawianiem architektury i monumentalizacją bryły, a fasadę pozostawiono ze śladami licznych przebudów, bez cerowania wątku. Trzeba wszakże przyznać, że stan zachowania średniowiecznego trzonu murów był tu znacznie lepszy niż w Poznaniu  – zachowały się np gotyckie sklepienia naw bocznych. Katedra we Wrocławiu regotyzowana była jeszcze przed II wojną, podczas odbudowy ograniczono się do stosunkowo niewielkich tylko korekt, a zasadnicze elementy pozostawiono – zrekonstruowano np. sklepienia nawy głównej w formach barokowych, ze względu na brak przesłanek ich średniowiecznego rysunku. Odmiennie sytuacja prezentuje się w Warszawie, na miejscu całkowicie zniszczonej, neogotyckiej fasady Katedry Św Jana zbudowano wg projektu J. Zachwatowicza zupełnie nową, o formach nawiązujących do gotyku, ale z modernistycznym, uproszczonym detalem w partii szczytu. Pozwala to odróżnić współczesną aranżację od rzetelnej rekonstrukcji, z jaką mamy do czynienia w pozostałych częściach gmachu.

Na tle powyższych przykładów, poświęcona 29 czerwca 1956 Katedra Poznańska jawi się wg mnie jako najsłabsza pod względem merytorycznym realizacja, którą można było, nawet w tamtych realiach wykonać znacznie dokładniej, przy zachowaniu pewnych nawarstwień historycznych, powstrzymując się przed odtwarzaniem nieznanego i tworzeniem nowej jakości.  Z punktu widzenia badawczego, problemem jest natomiast sugestywność, projektowanych ze sporym wyczuciem stylu prac. Zwłaszcza w obliczu gruntownej wymiany cegły licowej utrudniona jest obecnie analiza architektury i oddzielenie elementów oryginalnych lub odtworzonych, od wykreowanych. Niestety w czasie odbudowy nie wykonano rzetelnych badań architektonicznych, brak również pełnej dokumentacji fotograficznej lub rysunkowej wszystkich ścian i nieregularności, co skazuje mediewistów nierzadko na błądzenie w domysłach.

Trzeba przyznać, że Katedra św. Piorta i Pawła, w obecnej formie, może poza przeskalowaną zachodnią fasadą, sprawia wizualnie bardzo pozytywne wrażenie. Zwłaszcza wnętrze, dość ciemne i tajemnicze, a przy tym monumentalne, o dobrych proporcjach, stanowi odzwierciedlenie archetypu gotyckiej świątyni… ukształtowanego w naszej świadomości działaniami XIX i XX wiecznych konserwatorów. Trudno uwierzyć jak daleki jest to obraz od rzeczywistości wieków średnich, oraz jak rozległa była tu ingerencja współczesnych budowniczych i architekta. Kształtki, profile czy inne elementy dekoracyjne są przeważnie, w najlepszym wypadku współczesną kopią zachowanych śladowo lub usuniętych w trakcie odbudowy oryginałów, inne to historyzujące dopowiedzenie.  Warto zatem zdać sobie sprawę, że w dzisiejszej katedrze odbijają się, co prawda echa średniowiecznej świątyni, jednak jako całość stanowi ona XX wieczną kreację, a tak zwana regotyzacja to w rzeczywistości kolejna przebudowa, wykorzystująca pewne elementy dawnej budowli, jako bazę do rozwinięcia artystycznej wizji. Koncept ten miał przede wszystkim odpowiadać na zapotrzebowanie społeczne, polityczne i estetyczne, względy konserwatorskie i historyczne grały tu zdecydowanie podrzędną rolę.

Ważniejsza bibliografia:

E. Linette, O gotyckiej architekturze katedry poznańskiej, w: „Podług nieba i zwyczaju polskiego”, Warszawa 1988.

A. Kusztelski, Prezbiterium katedry poznańskiej. Rekonstrukcja faz, układ, związki i wpływy. w: „W kręgu Katedry”,KMP 2003.

S. Skibiński, Królewski charakter katedry poznańskiej, w: „W kręgu Katedry”, KMP 2003.

S. Skibiński, Katedra poznańska, Poznań 2001.

J. Miziołek, Stefan kardynał Wyszyński wobec universum sztuki, „Kultura – Media – Teologia”, 2010 nr 3.

http://katedra.archpoznan.pl/img/folder_katedra.pdf

 

5 Komentarzy

Filed under Bez kategorii

Zamek Królewski w Poznaniu – nowy zabytek czy nowotwór?

Jego wieża góruje nad poznańską starówką, przysadzista, z intensywnie czerwonej cegły i nakryta spiczastym daszkiem, nie korespondująca jednak z niczym co występuje w panoramie miasta. W miarę zbliżania się do tego obiektu wątpliwości narastają. Czy to Polska Szkoła Konserwacji? Posteklektyzm? – jakaś mieszanka stylów, ni to gotyk, ni renesans, elementy architektoniczne z różnych epok, nigdy nie występujące razem i nie takich zestawieniach. Cegła maszynowa ułożona równiutko i cięta pod projekt, w sposób zupełnie ahistoryczny. Może to makieta do jakiegoś filmu? Jednak to nie tektura ani drewno. To prawdziwa, współczesna cegła, to jest rzeczywiste… i na stałe.

zamekzlotuptaka

Stare miasto w Poznaniu ze Wzgórzem Przemysła na pierwszym planie. fot. http://www.aerofoto-kaczmarczyk.com

Oficjalnie propagowana jest, nadana temu obiektowi współcześnie nazwa Zamku Królewskiego, choć większość Poznaniaków kojarzy go bardziej jako Zamek Gargamela, który od kilku lat jednych straszy innych zachwyca. Właśnie otwiera on swoje podwoje, z wnętrzami równie „historycznymi” jak cała bryła, ale za to z prawdziwą ekspozycją i wspaniałymi zabytkami Muzeum Narodowego, które jest właścicielem terenu, a zamek dostało w „prezencie”, zaś darowanemu koniowi w zęby nie zaglądało…

Historia

Początki budowy obronnej strażnicy na, znajdującym się w obrębie miejskich murów wzgórzu wiążą się z lokacją miasta w 1253 roku. Zapewne pod koniec stulecia, dla Przemysła II lub jego następcy zaczęto wznosić pierwszą murowaną rezydencję. Najpierw zbudowano masywną, ale niezbyt wysoką wieżę mieszkalno-obronną oraz część obwodu murów… i na tym prawdopodobnie, co najmniej na kilka dziesięcioleci budowę wstrzymano.  Dopiero w XIV i XV wieku wzniesiono budynek mieszkalny i zamknięto obwód murów obronnych. Brak jest niestety jakichkolwiek przekazów, które pozwalały by określić, choćby w przybliżeniu formę tego założenia.

zamek-plan

Plan z chronologicznym rozwarstwieniem murów zamku na Wzgórzu Przemysła w Poznaniu. Na podstawie rekonstrukcji J. Skuratowicza, za: Z. Dolczewski, Tajemnice Zamku Królewskiego w Poznaniu: między prawdą a domysłem, Poznań-Kraków 2014.

Grunt, na którym fortalicję wzniesiono, był jak się okazało wysoce niestabilny.  Ściany oraz fundamenty szybko zaczęły się osuwać i pękać, a obawa przed katastrofą budowlaną spowodowała, że na początku XVI wieku, jak wynika z badań, zabudowę niemal w całości rozebrano. W kolejnych latach, etapami do około połowy XVI wieku wzniesiono nowe mury – jako renesansową rezydencję Starostów Wielkopolskich. Zamek przesunięto w stronę dawnej wieży – składał się wówczas z czterech segmentów, zwieńczonych szczytami, prostopadłymi do elewacji wzdłużnej oraz przylegających budynków gospodarczych. Wieży nie odbudowano, z powodu złego stanu murów pozostawiono tylko jej najniższą kondygnację, stanowiącą niską przybudówkę do bryły rezydencji.

Dwa zachowane opisy inwentarzowe z 1565 i 1628 roku, wskazują, że przy wschodniej elewacji, od strony dziedzińca znajdował się murowany ganek, z zewnętrznymi schodami umożliwiającymi dostęp do pomieszczeń I piętra. Inwentarze pozwalają również w przybliżeniu ustalić dyspozycję wnętrz i wskazać sposób ich przekrycia – sklepieniem lub stropem, ale nie przynoszą żadnych szczegółów odnośnie detalu i wystroju. Źródła pisane są jednak, mimo wszystko najpełniejszym źródłem wiedzy na temat dawnej zabudowy wzgórza, gdyż obecnie nie jest znana żadna, dobra ikonografia tego założenia. Posiadamy jedynie kilka ogólnych widoków miasta z XVII i początku XVIII wieku, gdzie rozpoznać można zaledwie bryłę, a szczegóły dotyczące szczytów czy formy krużganka, nie wspominając o detalach architektonicznych są zupełnie nieczytelne i niewiarygodne.

poznan_braun_hohenberg_zamek

Zamek około 1617 roku, fragment ilustracji Poznania z Civitates Orbis Terrarum. Theatri praecipuarum totius mundi urbium liber sextus autorstwa Fransa Hogenberga i Georga Brauna wydanego w Kolonii w 1617. za: pl.wikipedia.org

sam_8426

Szczyty Zamku Starościńskiego za nieistniejącym dziś kościołem farnym .Fragment obrazu „Święty Florian gasi pożar Poznania”, W. Graff 1747r, Muzeum Archidiecezjalne w Poznaniu.

Poniekąd świadczyć to może, iż zamek dla współczesnych był mało interesujący i efektowny, a artyści woleli skupić się na ratuszu czy kościele farnym.Wiele szczegółów wskazuje też, że nigdy go nie ukończono, a część budynków już od XVI wieku, nie zadaszona straszyła gołymi murami.

Rezydencja Starościańska dewastowana i palona w czasie kolejnych wojen, w XVIII wieku była już całkowitą ruiną. W latach 80 XVIII wieku, ostatni Starosta Wielkopolski Kazimierz Raczyński nakazał wzniesienie, na bazie części zachowanych murów budynku archiwum. Stanął on na miejscu jednego z czterech dawnych segmentów zamku oraz przyległego, nie ukończonego członu, pełniącego zapewne funkcje gospodarcze. Nowy obiekt uzyskał proste formy późnobarokowe, a nakryto go łamanym, mansardowym dachem. Pozostałe resztki murów w końcówce XVIII wieku wieku wyburzono, zaś na ich fundamentach i zachowanych XVI wiecznych piwnicach wzniesiono dwukondygnacyjną oficynę, stanowiącą siedzibę pruskiej rejencji. Podobny los spotkał dawną wieżę – całkowicie zrównaną z ziemią.

muzeum_sztuk_uzytkowych_684022_fotopolska-eu

Budynki archiwum oraz pruskiej rejencji stojące na miejscu Zamku Starościańskiego w 1912 roku. za: http://poznan.fotopolska.eu/684022,foto.html?o=b5584&p=1

Zniszczenie i odbudowa

Podczas walk o Poznań, pod koniec II Wojny Światowej zabudowa wzgórza zamkowego uległa wypaleniu i częściowemu zburzeniu. W okresie powojennej obudowy miasta, w 1949 roku Tadeusz Zieliński zaproponował restytucję rezydencji na Górce w stylu gotycko-renesansowym, zakładając również przebudowę w tym duchu budynku dawnego archiwum. Projekt miał niewiele wspólnego ze znaną z opisów formą XVI wiecznego zamku i nie uzyskał poparcia Generalnego Konserwatora Zabytków (Jana Zachwatowicza). Koncepcji zarzucono zbyt daleko idącą inwencję twórczą architekta, nie popartą wystarczającym materiałem źródłowym oraz uznano za niewłaściwe, przewidywaną zmianę formy XVIII wiecznego gmachu. Tym sposobem prawie gotowe rysunki wykonawcze odłożono ad acta.

zielinskizamek

Wizja rekonstrukcji Zamku wg projektu T. Zielińskiego, 1949 rok, za: http://epoznan.pl/forum-topic-19232?page=6

Kolejne, historyzujące oraz nowoczesne projekty także nie uzyskiwały aprobaty, zatem dopiero na początku lat 60. przystąpiono do uporządkowania wzgórza. Znaczna część, wcześniej nie zabezpieczonych odpowiednio murów nadawała się  jednak, w tym czasie już tylko do rozbiórki. Budynek archiwum odtworzono ostatecznie w formach późnobarokowych, zaś oficynę zlikwidowano, stawiając tylko zadaszenie z betonowych płyt, nad renesansowymi piwnicami (sklepienia trzeba było wymurować na nowo, przy okazji niemal w całości przelicowano ściany). W 1965 roku rozpisano konkurs na zagospodarowanie wzgórza, który choć rozstrzygnięty i nagrodzony, również nie przyniósł projektu wykonawczego. Jeszcze w 1969 roku próbowano rozwiązać problem projektem nowoczesnym wykonanym przez A. Holasa, nawiązującym do dawnego ukształtowania bryły, ale na realizację zabrakło środków i determinacji. Przez kolejne dziesięciolecia w kwestii restauracji tej części starówki niewiele się działo.

muzeum_sztuk_uzytkowych_367263_fotopolska-eu

Odbudowany budynek dawnego archiwum, z odsłoniętymi partiami średniowiecznych murów, lata 60 XX wieku, za: http://poznan.fotopolska.eu

W 2002 roku zawiązany został Komitet Odbudowy Zamku Królewskiego w Poznaniu i na nowo odżyła dyskusja  nad rewitalizacją tego miejsca, nazywanego tradycyjnie – jak się okazuje zbyt skromnie – Zamkiem Przemysła (określenie „Królewski” nie było używane nigdy w historii tej budowli!). W 2003 roku rozpisano otwarty konkurs na odbudowę. Pomimo nieprzewidzianego zawirowania, związanego z równym rozkładem głosów w jury, zwolenników koncepcji modernistycznej i stylów dawnych, ostatecznie zatwierdzono „gotycko-renesansowy” projekt Witolda Milewskiego (dawnego współpracownika T. Zielińskiego i architekta od początku związanego z Komitetem). Po korekcie związanej z wynikami badań archeologicznych (zresztą niepełnych i nie wiedzieć czemu nie wykonanych przed konkursem), w czasie których odkryto, między innymi fundamenty podpór krużganka, został on zatwierdzony do realizacji. Odbyło się to pomimo deklarowanej niechęci dla tej inwestycji właściciela wzgórza, czyli dyrekcji Muzeum Narodowego w Poznaniu (choć stawiany opór był zdecydowanie bierny). Nieco fermentu narobiła w tym okresie, awangardowa koncepcja Jarosława Kozakiewicza z 2007 roku, zakładająca stworzenie tarasu nad  oryginalnymi fundamentami, jednak „komitet” konsekwentnie uznawał za właściwą jedynie wersję historyzującą.

kozakiewicz

Projekt zabudowy Wzgórza Zamkowego wg koncepcji J. Kozakiewicza 2007 rok. za: http://epoznan.pl/forum-topic-19232?page=6

Ostatecznie w latach 2010-14 zbudowano nowy obiekt na starych fundamentach, „doklejając” go do pozostawionej w niezmienionym stanie części Raczyńskiego. Choć projekt uwzględniał również budowę murów obronnych zwieńczonych krenelażem oraz bramy, z broną i mostem zwodzonym, które miały powstać w drugim etapie inwestycji to  właściciel (MNP) raczej nie będzie się spieszył z realizacją.

Ile Zamku w „Zamku”?

Zgodnie z oficjalnymi deklaracjami Komitetu Odbudowy, wzniesiony na Górze Przemysła gmach jest „wierną” rekonstrukcją istniejącego tu niegdyś budynku. Już na wstępie trzeba jednak zaznaczyć, że w gruncie rzeczy to zlepieniec nie funkcjonujących nigdy ze sobą brył. W okresie gdy powstał zachowany do dziś budynek „Raczyńskiego”, to XVI wieczny zamek był tylko pozbawioną dachów i stropów ruiną. Zaś w okresie gdy stawiano zamek renesansowy nie było już wieży, która dziś zdominowała panoramę miasta. Część XVIII wieczna, wchłonęła jeden z segmentów dawnego zamku,  przy którym miał znajdować się ganek, co spowodowało przy odbudowie konieczność nagłego ucięcia tego elementu architektonicznego. Oba budynki obecnie w żaden sposób ze sobą nie korespondują, a ten oryginalny został przytłoczony i zasłonięty przez nowe gmaszysko.

20170220_125514

Naukowa rekonstrukcja formy Zamku Starościańskiego, stan z ok 1565 roku, wg. J. Skuratowicza, za: J. Skuratowicz, Zamek Starostów Generalnych Wielkopolski, w: „Zamek książąt, królów, starostów”, KMP 2004.

z8841315qodbudowa-zamku-krolewskiego-w-poznaniu-projekt-witold

Zrealizowany projekt odbudowy wg, W. Milewskiego, za: http://forum.mistrzowie.org/viewtopic.php?p=299403

Wyniki badań archeologicznych i źródła pisane z epoki wskazują, że od strony wschodniej (dziedzińca) , do całej długości elewacji przylegał ganek wsparty na sklepionych filarach. Wiodły na niego zewnętrzne schody, wzdłuż pierwszego lub drugiego od wieży segmentu budowli, a na ich szczycie znajdowała się drewniana wieżyczka z furtką. Jednokondygnacyjny zaledwie ganek osłonięty był od góry, krytym dachówką zadaszeniem, opierającym się zapewne na kroksztynach osadzonych w murze – tyle wiadomo. Zgodnie z projektem Milewskiego do elewacji przystawiono tymczasem wielką strukturę z arkadowym, wspartym na kolumnach krużgankiem, dźwigającym na wysokości II piętra, wysunięty przed lico belweder, doświetlony przeszklonymi oknami.

img_20161015_123453

Ahistoryczne arkady krużganku wspierający wysunięty belweder, stan po „odbudowie”. fot. M. Górecki.

Żeby tego było mało, całość tego elementu budynku architekt kazał zwieńczyć odsłoniętym tarasem, skrytym za krenelażem. Nie uwzględniono zewnętrznych schodów na piętro i doprowadzenia ganku, wzdłuż całej elewacji do wieży, a pierwsza i druga kondygnacja skomunikowane zostały wewnętrznymi schodami, które nigdy nie istniały. W wieży wymurowano tymczasem portal, a jakże – gotycki, choć brak jakiejkolwiek wzmianki o jego istnieniu.

Wiemy zatem na pewno, że nowożytny zamek nie wyglądał w sposób w jaki dziś go oglądamy. Warto jednak przyjrzeć się pozostałym „odtworzonym” elementom tzw. Zamku Królewskiego, odnośnie których nie przetrwały żadne przekazy pisane lub ikonograficzne. Powinny one zostać teoretycznie doprojektowane w sposób, w jaki mogły wyglądać w epoce, do której nawiązywać ma rekonstrukcja i zachować możliwie neutralne i ogólne formy. Zacznijmy od najstarszego elementu – wieży. Obecna ma wysokość 43m i zwieńczona jest wydatnymi machikułami.

img_20161015_124551

Wieża wraz z zagadkową blendą oraz „gotycki” szczyt jednego z segmentów budowli, stan po „odbudowie”, fot. M. Górecki.

Problem polega jednak na tym, że na pewno takiej wysokości nigdy nie miała. W XIII wieku tego rodzaju konstrukcje były dużo niższe i osiągały do dwudziestu kilku metrów. W Poznaniu prawdopodobnie wieża nie miała nawet takiej wysokości – osuwająca się skarpa wzgórza  na to nie pozwalała, a mury zaczęły pękać jeszcze w czasie budowy. Zastosowane kamienne machikuły, w wykonanej formie można między bajki włożyć, zabawna jest też widoczna na południowej ścianie ostrołukowa blenda – architekt chciał nam chyba zasugerować jakieś przebudowy – miejsce po wykuszu?  (może ktoś się pokusi kiedyś o jego rekonstrukcję?) Kwestię piastowskiego orła w tympanonie portalu, którego tu nigdy nie było – przemilczę.

img_20161015_123742

Portal w wieży z piastowskim orłem, stan po „odbudowie”, fot. M. Górecki.

Wieża to jednak tylko przedsmak dziwów które stanęły dalej. Nie wiedzieć czemu rekonstruowany w formie z XVI wieku zamek, udekorowano schodkowymi, gotyckimi szczytami o ostrołukowych blendach, mającymi proweniencję głęboko XV wieczną, a całą bryłę pozostawiono w surowej cegle „gotyckiej”– obramienia okien posiadają tymczasem profile czysto renesansowe. Otynkowano natomiast ściany i arkady krużganku, który swym wyglądem przywodzi na myśl realizacje bardziej z końca XVI wieku niż z lat 30. Udekorowany został on całkiem złożonym detalem kamiennym, nawiązującym do znanych z terenów Poznania zabytków, ale nie związanych z żaden sposób ze Wzgórzem.

img_20161015_124043

Detale architektoniczne krużganka oraz „renesansowy” portal, stan po „odbudowie”, fot. M. Górecki.

Najzabawniejsze jest jednak zwieńczenie tej nowożytnej stylistycznie konstrukcji – tarasem ze „średniowiecznym” krenelażem, co oczywiście w tym czasie nie mogło się zdarzyć, zwłaszcza w takim miejscu. Element ten do tego stopnia nie pasuje do całości, iż podejrzewałbym Milewskiego, że zrobił sobie żart z komitetu odbudowy i wszystkich Poznaniaków, bo nie trzeba znać się na architekturze aby stwierdzić, że coś jest nie tak. Jak można się domyślać, również technika budowy nie ma żadnego związku z dawną murarką.  Ściany wzniesiono z pustaków ceramicznych oraz żelbetu i tylko z zewnątrz obłożono cegłą o wymiarach zbliżonych do „gotyckiej”. Pod oryginalne fundamenty  wtłoczono natomiast dziesiątki metrów sześciennych betonu – niszcząc warstwy stratygraficzne i uniemożliwiając przeprowadzenie kolejnych badań archeologicznych (większość wzgórza i piwnic nie została wcześniej przebadana).

To co postawiono na wzgórzu jest zatem sprzeczne z wiedzą historyczną i przekazami źródłowymi, można tu zatem zacytować samego Z. Zielińskiego, na którego powoływali się bardzo często członkowie Komitetu: „Zaprojektowanie jakiegoś zamku, którego nigdy nie było przypomina arystokratyczne wyczyny z końca XIX i początku XX wieku, […] które zniszczyły piękno polskości zabytku definitywnie.”

zamek-bledy

Bryła zamku wg wizji T. Milewskiego z wyszczególnieniem najważniejszych, historycznych nieścisłości „rekonstrukcji”, fot. i opracowanie M. Górecki.

Przekłamania i niedopowiedzenia

Wokół Zamku na Wzgórzu Przemysła narosło, w okresie poprzedzającym budowę oraz po jej zakończeniu wiele mitów i przekłamań, w czym wielka zasługa była szerokiej kampanii społecznej i medialnej prowadzonej przez osoby związane lub popierające Komitet Odbudowy. Nawet w pierwszym zdaniu opisu w kultowej Wikipedii widnieje informacja, iż mamy w Poznaniu do czynienia z „najstarszą zachowaną rezydencją królewską w Polsce” – gdzie w zasadzie każde słowo rozmija się z prawdą. Ani nie jest najstarszą – rezydencje starszą mieliśmy nawet w Poznaniu, na Ostrowie Lednickim, a murowane zamki, jako takie powstawały wcześniej również na Śląsku i nie ograniczały się tylko do wieży. Obiekt, który zbudowano nie jest też zamkiem królewskim jakim był za Przemysła II (zresztą, jeśli w ogóle to przez rok zaledwie!), lecz odnosi się zasadniczo do formy po generalnej przebudowie na Rezydencję Starościańską. Oczywiście stwierdzenie, że budowla jest zachowana, pisząc chwile później, iż wzniesiono ją od nowa jest już całkowitym nonsensem.

img_20161015_123713

Partie oryginalnych murów, z licem przeważnie z końca XVIII wieku, na których w bardzo niestaranny sposób łącząc nowe – ze starym nadbudowano współczesny gmach. Zauważalna jest również odmienna  – jaśniejsza kolorystyka cegieł oryginalnych, co tworzyć mogło niegdyś zupełnie inny efekt wizualny. fot. M. Górecki.

W publikacjach wydawanych przez Komitet Odbudowy jednym tchem wymienia się budowę zamku w Poznaniu obok restytucji rezydencji królewskich w Warszawie i Krakowie, których ikonografia i zachowane fragmenty liczone są setkach a nawet tysiącach (a nie paru niewyraźnych, ogólnych widokach z zaznaczeniem bryły). Podobnie nieuprawomocnione są porównania do prowadzonych obecnie lub w ostatnich latach odbudowami zamków np. w Wilnie (którego przynajmniej zewnętrzna bryła była dość dobrze zadokumentowana) czy Berlinie – o ikonografii porównywalnej z Zamkiem Warszawskim. Adekwatna może być jedynie analogia do XIX wiecznych, neostylowych realizacji europejskich lub podobnie bezpodstawnych, współczesnych tworów pseudozamkowych w Tykocinie czy Tropsztynie. Sam Włodzimierz Łęcki – prezes Komitetu, spierając się podczas licznych spotkań i na łamach prasy z dr Tomaszem Ratajczakiem (jednym z nielicznych zaangażowanych i zdeterminowanych przeciwników odbudowy historyzującej), twierdził, że zamek jedynie nabudowano, a w większości był on zachowany (sic!). Podawano argumenty, że rekonstrukcja stanowić będzie uwieńczenie powojennej odbudowy Starego Miasta; gdzie przecież historyczna siedziba starostów nie funkcjonuje praktycznie od trzech stuleci (wieża od pięciu wieków!) i bynajmniej to nie ostatnia wojna, ani zaborcy ją zniszczyli, co też było niezgodnie z prawdą sugerowane opinii publicznej. Prawdą jest natomiast, że na początku XX wieku powstał w Poznaniu, dla Wilhelma II Zamek Cesarski. Wiele też osób, potężna i dominująca bryła tego gmaszyska do dziś uwiera jako symbol pruskiego panowania, a wydatki na jego konserwacje i remonty są niemal policzkiem wymierzonym w narodową dumę.

zamek_cesarski_537380_fotopolska-eu

Poznań, neoromański Zamek Cesarski Lata 1910-1920, za: http://poznan.fotopolska.eu

Jako swoista przeciwwaga, konieczny był, dla tej części społeczeństwa symbol odwiecznego panowania polskiego – a skoro taki się nie zachował – to trzeba go sobie zbudować. Musiał być on monumentalny, gotycki – czyli bardziej „zamkowy”, piastowski; a jednocześnie renesansowy – odpowiadający największej świetności Poznania i Rzeczpospolitej. Kwestie historyczne stały się drugorzędne. Kompleks „pruskiego dziedzictwa” stanowi zatem kwintesencję przyczyn powstania i formy dominanty, która zacienia dziś Stare Miasto. Z tych właśnie powodów, w trakcie procedury konkursowej odrzucono projekt przedstawiony przez pracownię kierowaną merytorycznie przez prof. J. Skuratowicza. Stanowił on, najlepszy z zaprezentowanych kompromis współczesnych wymagań funkcjonalnych oraz formy XVI wiecznej, wywnioskowanej na podstawie planu, opisów oraz analogii stylistycznych – efekt wizualny był dla komitetu jednak zbyt skromny. Sam W. Łęcki stwierdził w jednym z wywiadów, że budynek ma być odzwierciedleniem idei, a nie koniecznie formy, jednocześnie zaznaczył, że za kilkanaście lat nikt nie będzie pamiętał, iż zamek jest współczesnym tworem, a nie istniejącym od wieków zabytkiem. Oszustwo gawiedzi zostało zatem wpisane już w założenia programowe. Można by oczywiście stwierdzić, że cały Stary Rynek stanowi takie oszustwo, gdyż zdecydowana większość kamienic to powojenna kreacja, często całkowicie niemająca oparcia w źródłach. Jednak  tu wszystkie dominanty architektoniczne (ratusz, budynek wagi, kościoły) odtworzone zostały bez większych zarzutów – zgodnie ze stanem sprzed zniszczenia lub na podstawie dobrej dokumentacji (o odbudowie kamienic poznańskiego Rynku pisałem już tutaj i tutaj).

panorama-poznan-zamek-przemysla-rynek

Zrekonstruowane po II wojnie kamienice przyrynkowe oraz współczesna, historyzująca zabudowa na Wzgórzu Przemysła, fot. za: http://www.radiomerkury.pl/kdCmsAssetsPresentation/listPicture/id/54126

Alternatywa

Jaka była zatem alternatywa dla zamku Milewskiego? Odtworzony Zamek Przemysła, mógłby by posiadać cechy prawdopodobieństwa, gdyby został wykonany i zaprojektowany profesjonalnie, przez osoby badające i znające się na dawnej architekturze i murarce. Każda jednak próba odbudowy, w obliczu braku źródeł ikonograficznych była by bliższa lub dalsza prawdzie historycznej, ale i tak obciążona bardzo wysokim współczynnikiem błędu, czyli fantastyczna. Nie można by zatem takiej realizacji nazwać sensu stricto rekonstrukcją, a co najwyżej materializacją jednej z możliwych hipotez. Z punktu widzenia wszystkich międzynarodowych traktatów konserwatorskich (jak Karta Wenecka czy Ateńska) taka budowla, w tym miejscu w ogóle nie mogła by powstać. Wg mnie, w tych okolicznościach jedyna możliwa do zaakceptowania alternatywa to współczesna, aranżacja tej przestrzeni z ekspozycją oryginalnych reliktów zamku – obecnie są one niedostępne i zalane częściowo betonem. Mógłby to być współczesny pawilon (nawet nawiązujący w jakiś sposób do dawnej formy) lub rekonstrukcja artystyczna w stylu np. kościoła Santa Maria di Siponto w Apulii – aranżacja, którą można w każdej chwili rozebrać lub zmienić. Dobre, nowoczesne realizacje są jednak drogie, zwykle dużo droższe niż postawienie pseudozamku z pustaków.

25645318074_ce6d779285_b

Artystyczna rekonstrukcja wykonana z ażurowych elementów metalowych kościoła Santa Maria di Siponto , Apulia, za: https://www.flickr.com/photos/78527496@N07/25645318074

Refleksja

Pomimo ożywionej dyskusji na łamach prasy oraz w internecie „zamek” ostatecznie powstał i trzeba się będzie do niego przyzwyczaić . Przez znających się na dawnej architekturze będzie wyszydzany lub omijany szerokim łukiem. Turyści będą oglądać „historyczne” mury i precyzyjnie, równiutko układane przez naszych „przodków” cegły, nie uświadamiając sobie, że podziwiają efekt lokalnych kompleksów poznańskich działaczy. Ich cel został jednak osiągnięty – wprowadzany w błąd za pośrednictwem przewodników i stron internetowych, kłębiący się pod wzgórzem tłum wycieczkowiczów, jest w większości zachwycony „dawnym budownictwem” i bogactwem renesansowego Poznania. Choć gdyby taki zamek stanął na jednym z poznańskich osiedli, wśród cygańskich pałaców budził by bardziej politowanie niż podziw. Teraz nawet odnalezienie lepszych materiałów ikonograficznych (co jest prawdopodobne)  nie będzie wstanie doprowadzić do zawiązania nowego „Komitetu Przebudowy” – budynek jest chroniony przez prawa autorskie architekta! Jedno co pozostało, to uczciwe przedstawianie sprawy i nie nazywanie odbudową lub rekonstrukcją czegoś co nią nie jest, bądź sugerowanie, o zgrozo, że mamy do czynienia z oryginalnym zabytkiem XVI czy nawet XIII  wiecznym. O neoromańskim Zamku Cesarskim przecież nikt nie pisze, że ma 1000 lat – a stylistycznie (prawie) wszystko by pasowało. Adekwatne było by tu więc określenie „budowla historyzująca z początku XXI wieku, nawiązująca do idei istniejącego w tym miejscu zamku„.

Kreacja „Zamku Królewskiego w Poznaniu” wyważyła niestety drzwi, przez które przecisnąć się teraz próbują, od dawna nieistniejące zamki w Radomiu czy Białej Podlaskiej. Rodzi to możliwość powstania kolejnych „Gargameli”, udających zabytki, a mających z dawną architekturą niewiele wspólnego. Przeznaczanie z funduszy publicznych dziesiątek milionów  na takie realizacje, gdy walą się prawdziwe perły architektury np. na Dolnym Śląsku, uważam zwyczajnie za niemoralne i szkodliwe.

 

Wybrana bibliografia i strony warte odwiedzenia:

Z. Dolczewski, Tajemnice Zamku Królewskiego w Poznaniu: między prawdą a domysłem, Poznań-Kraków 2014.

W. Gałka, O Architekturze i plastyce dawnego Poznania do końca epoki baroku, Poznań 2001

E. Linette,  Zamek w Poznaniu. 700 lat dziejów, Poznań 1981

„Zamek książąt, królów, starostów”, KMP 2004

Zbigniew Zieliński. Historia wskrzeszenia Starego Miasta w Poznaniu. Poznań 2010

Zamek Królewski w Poznaniu. Historia i restytucja, Poznań 2014

http://www.academia.edu/8927098/Nowy_zamek_w_Poznaniu_-_negatywny_przyk%C5%82ad_adaptacji_relikt%C3%B3w_%C5%9Bredniowiecznej_architektury_w_Zamki_w_runie_-_zasady_post%C4%99powania_konserwatorskiego_red._B._Szmygin_P._Molski_Warszawa-Lublin_2012

https://zamkinanowodotcom.wordpress.com/

http://wyborcza.pl/piatekekstra/1,129155,12698093,Zamek__ktory_straszy.html

http://epoznan.pl/news-news-21049-Pan_Lecki_i_jego_zamek

https://pl.wikipedia.org/wiki/Zamek_Kr%C3%B3lewski_w_Poznaniu

http://www.zamek-krolewski.poznan.pl/

http://wpolityce.pl/polityka/130712-poznan-jest-miastem-krolewskim-i-nie-ma-zamku-o-jego-odbudowaniu-zapomniano

Dodaj komentarz

Filed under Bez kategorii

Attyki Zamościa

Manierystyczne grzebienie attyk, koronujących zabytki Zamościa są jednymi z najbardziej charakterystycznych elementów architektury tego, wpisanego na listę Unesco miasta i stanowią nierozerwalną z nim całość. Aż trudno zatem dzisiaj uwierzyć, że jeszcze 80 lat temu nie było tam ani jednego takiego zwieńczenia budynku. Wszystkie podziwiane dziś attyki to XX wieczne rekonstrukcje lub konserwatorskie kreacje, lepiej lub gorzej odpowiadające swym pierwowzorom…

rynek_wielki_224008_fotopolska-eu

Pierzeja północna Rynku Wielkiego z ratuszem i Kamienicami Ormiańskimi, widok współczesny po pracach rekonstrukcyjnych z lat 30. i 80. XX wieku, za: http://fotopolska.eu/224008,foto.html?o=u132476

Zgodnie z zapisami ordynacji przeciwpożarowej z końca XVI wieku, wszyscy budujący swoje domy w nowo lokowanym mieście musieli spełnić ściśle określone warunki. Należał do nich wymóg ukrywania w całości dachów budynków za murowanymi ścianami, które ograniczać miały roznoszenie się ognia. Ściana taka, zwana właśnie attyką, artykułowana przeważnie od zewnątrz rytmicznie powtarzającymi się wnękami i zwieńczona dekoracyjnym grzebieniem, przybierała często bardzo fantazyjne formy, które stały się jednymi ze znaków rozpoznawczych „Polskiego Renesansu”. Wbrew zakorzenionym opiniom, występowanie tego rodzaju elementów architektonicznych nie ograniczało się jednak tylko do ziem historycznej Rzeczpospolitej. Pojawiały się one powszechnie i w innych krajach, a wyróżniało je ogromne zróżnicowanie formalne, charakterystyczne zwykle dla danego regionu. Także na ziemiach polskich nie istniało zjawisko jednego, powtarzalnego w pełni schematu attyki, a każda dzielnica, ba poszczególne miasta, czy nawet grupy etniczne lub wyznaniowe wykształcały własną, indywidualną stylistykę, dziś z powodu słabego zachowania mało czytelną.

Jeszcze na początku XIX wieku attyki wieńczyły większość budynków w Zamościu – między innymi wszystkie kamienice przyrynkowe, ratusz, synagogę, a w XVI wieku także rezydencję właścicieli miasta.

rynek_wielki_395308_fotopolska-eu

Wschodnia i północna (Kamienice Ormiańskie – po lewej stronie) pierzeja Rynku Wielkiego w latach 1823-1826, wg obrazu J. P. Lelewela, za: http://fotopolska.eu/395308,foto.html?o=u132476

Kolejne przebudowy, odbudowy i modernizacje, zwłaszcza w okresie zaborów spowodowały jednak, że do odzyskania niepodległości przez Polskę całkowicie zniknęły one z krajobrazu Zamościa. Na kilku budynkach pozostały częściowo, przebudowane ścianki attykowe, wykorzystane przy nadbudowie kolejnych kondygnacji lub dachów. Zachowały się w lepszym lub gorszym stanie pozostałości formowanych w tynku dekoracji fasad, jednak zmiana sposobów konstrukcji więźby i chęć powiększenia powierzchni użytkowej, doprowadziły do całkowitej likwidacji, mało praktycznych, z punktu widzenia użytkownika dachów pogrążonych i związanych z nimi murów osłonowych.

W okresie dwudziestolecia międzywojennego daje się zauważyć wzmożone zainteresowanie podupadłym mocno Zamościem i jego zabytkami. Wielka w tym zasługa była również, młodego wówczas architekta Jana Zachwatowicza, który swą rozprawę doktorską poświęcił właśnie temu miastu.  W wyniku prowadzonych na szeroką skalę prac badawczych i konserwatorskich w latach trzydziestych (jednych z największych w czasach II Rzeczpospolitej) uporządkowano np. elewacje przyrynkowych kamienic i zrekonstruowano  częściowo Bramę Lwowską.

ratusz_166219_fotopolska-eu

Ratusz w 1936 roku, przed rozpoczęciem prac konserwatorskich, za: http://fotopolska.eu/160300,foto.html?o=b3624

Prace objęły również budynek ratusza, który  po klasycystycznej przebudowie utracił cechy renesansowe – zniesiono attykę, a budowlę nakryto dachem czterospadowym o małym nachyleniu. Zachowała się jednak bryła wraz z wieżą oraz XVIII wieczne wachlarzowe schody, a także sporo okrytych podczas badań detali architektonicznych. Szczęśliwie odnaleziono również dokładne pomiary elewacji z 1822 roku, poprzedzające przebudowę. Zadania odtworzenia dawnego wyglądu zabytku podjął się Tadeusz Zaręba, a zrekonstruowana kompleksowo w 1937 roku, z pewnymi uproszczeniami attyka była pierwszą i na kolejne dziesięciolecia jedyną tego rodzaju ozdobą Rynku.

ratusz_160926_fotopolska-eu

Ratusz w 1937 roku, w trakcie prac konserwatorskich, za: http://fotopolska.eu/160926,foto.html?o=b3624

II Wojna Światowa oszczędziła Zamość, jednak przerwała zaplanowane inwestycje. Dopiero w 1967 roku, również wg projektu T. Zaręby przywrócono, po trwającej kilka lat renowacji dach pogrążony oraz attykę na budynku dawnej synagogi. Za podstawę posłużyły w tym przypadku destrukty oryginalnych fragmentów, wkomponowane w naczółki późniejszego dachu, sterczyny grzebienia to natomiast wypadkowa kilku podobnych rozwiązań na terenach Małopolski i Podola. Choć nie jest to zatem sensu stricto rekonstrukcja, to zachowuje znamiona prawdopodobieństwa.

synagoga_85114_fotopolska-eu

Synagoga w Zamościu w latach 30 XX wieku – widoczne pozostałości ściany attykowej w naczółkach dachu. za: http://fotopolska.eu/85114,foto.html?o=b24411

synagoga_361498_fotopolska-eu

Synagoga w Zamościu po rekonstrukcji attyki, widok współczesny, za: http://fotopolska.eu/361498,foto.html?o=b24411

Kolejne poważniejsze prace nad restytucją zaniedbanych zabytków wiązały się z planowanymi z rozmachem na 1980 rok obchodami 400lecia założenia miasta.

W 1978 roku, na podstawie ryciny z 1888 roku przebudowano kamienicę przy ulicy Kolegiackiej 14. Budynek wg projektu H. Kossuth i G. Zamoyskiego obniżono do pierwotnego poziomu i zwieńczono attyką, przywrócono także masywną przyporę zakończoną kamienną wolutą. Rezultat prac, choć efektowny  nie jest jednak do końca satysfakcjonujący. Detale architektoniczne zostały przeskalowane, sprawiając wrażenie przyciężkich i wykonanych dość topornie.

kolegiacka_14_390645_fotopolska-eu

Budynek przy ul Kolegiackiej 14 przed przebudową, wg rysunku Andriollego opublikowany w 1888 r., za: http://fotopolska.eu/390645,foto.html?o=b41336

kolegiacka_14_162791_fotopolska-eu

Budynek przy ul Kolegiackiej 14 wg stanu w 1950 roku, za: http://fotopolska.eu/162791,foto.html?o=b41336&p=1

kolegiacka_14_169514_fotopolska-eu

Budynek przy ul Kolegiackiej 14 po rekonstrukcji z 1978 roku. za: http://fotopolska.eu/169514,foto.html?o=b41336&p=1

W tym samym czasie rozpoczęto prace nad, tak zwanymi Kamienicami Ormiańskimi – w północnej pierzei Rynku, na wschód od ratusza (nr 22-30). Remontowi poddano cały blok z zamiarem przywrócenia renesansowego wyglądu, nie koniecznie licząc się z brakiem wystarczających źródeł ikonograficznych. Projekty renowacji opracowali Wiktor Zin i Maciej Pawlicki. Postawą rekonstrukcji elewacji dwóch kamienic najbliższych ratuszowi (nr 28, 30) był rysunek  z 1853 roku – widoczne na nim, przedstawione w sposób uproszczony attyki tych dwóch budynków zlikwidowano wkrótce po powstaniu dzieła.

ratusz_357042_fotopolska-eu

Pierzeja północna Rynku Wielkiego w 1852 roku. Widoczny ratusz, po przebudowie w latach 20 XIX wieku oraz dwie Kamienice Ormiańskie nr 30 i 28 z istniejącymi jeszcze attykami. Obraz Wilczyńskiego, za: http://fotopolska.eu/357042,foto.html?o=u132476&p=1

Rynek_Wielki_469743_Fotopolska-Eu

Kamienice nr 28 i 30 po rekonstrukcji attyk. fot. za: http://fotopolska.eu

W przypadku nr 30 dodatkowym wzorcem była, częściowo zachowana ściana attykowa od strony uliczki przy ratuszu, wkomponowana w naczółek dachu. Pomimo schematyczności źródła ikonograficznego, uzyskany na jego podstawie efekt restytucji obu domów prezentuje się dobrze i cechuje dużym prawdopodobieństwem, choć attyka nr 28 wydaje się nieco za wysoka.

Restauracji skrajnej kamienicy tego bloku (nr 22), u wylotu ulicy Ormiańskiej, dokonano dzięki zachowanym zdjęciom z końca XIX wieku, na których widoczne były jeszcze pozostałości attyki (bez grzebienia). I tu proporcje uchwycono dobrze, lecz kamieniarka, wieńcząca ściankę attykową to już fantazja architektów, choć wykonana na zasadzie analogii z innymi, znanymi z ikonografii zwieńczeniami.

rynek_wielki_166060_fotopolska-eu

Pierzeja północna Rynku Wielkiego w 1875 roku. Po prawej stronie widoczne kamienice nr 24 i 22 z pozostałościami murów attykowych. za: http://fotopolska.eu/166060,foto.html?o=u132476

Kamienica_Pod_Madonna_169481_Fotopolska-Eu

Kamienica nr 22 w Rynku Głównym po rekonstrukcji attyki. fot. za: http://fotopolska.eu

Odmiennie prezentuje się kwestia pozostałych dwóch, środkowych kamienic bloku (nr 24, 26), tu nie odnaleziono wystarczających materiałów, które mogły by posłużyć do wiarygodnej i pełnej rekonstrukcji. Na XIX wiecznych zdjęciach widoczna jest co prawda jeszcze dolna kondygnacja attyki domu nr 24, a na rysunku Lelewela z lat 20. XIX wieku ogólny zarys całości, źródeł tych nie wykorzystano jednak w projekcie renowacji. Oba budynki zwieńczono attykami, które są współczesną, historyzującą kreacją. W obecnej wersji ściana attykowa domu nr 26 jest za niska aby można było za nią ukryć dach pogrążony – zresztą go tam współcześnie wcale nie ma. W kamienicy nr 24 zachwiano natomiast proporcje, pierwotnie dwukondygnacyjnego budynku, przez nadbudowanie nad dawną ścianą attykową (w której przepruto w XIX wieku okna) jeszcze jednej wysokiej ściany, zwieńczonej fantazyjnym grzebieniem (nawiązującym do attyki Kamienicy Chociszewskiej w Lublinie – również będącej rekonstrukcją). Pierwotnie, na co wskazuje przekaz Lelewela grzebienie tych domów składały się z trzech silnie wyłamanych „szczytów”, odpowiadających formie dachu, który skrywały.

rynek_wielki_917701_fotopolska-eu

Północna pierzeja Rynku Wielkiego w Zamościu – Kamienice Ormiańskie w 1917, po nadbudowie pięter i likwidacji attyk. za: http://fotopolska.eu/917701,foto.html?o=u132476

Rynek_Wielki_442218_Fotopolska-Eu

Kamienice nr 24 i 26 w Rynku Głównym po nadbudowie attykami. fot. za: http://fotopolska.eu

Na podstawie, w większości zachowanej, bogatej, sztukatorskiej dekoracji fasad kamienic ormiańskich można przyjąć, że również zwieńczenia tych budynków wyróżniały się bogactwem rzeźb i ornamentów (jak np. w Kazimierzu Dolnym), z braku odpowiednich przekazów słusznie jednak zastosowano w rekonstrukcjach dekoracje uproszczone. Trzeba wszakże zaznaczyć, iż żadne z przywróconych w końcu lat 70 zwieńczeń zabytków nie powstało na podstawie dawnych inwentaryzacji lub dokładnych zdjęć całości, stanowią więc tylko ogólne nawiązanie do pierwotnej formy, bardziej lub mniej prawdopodobne. Przy tym wszystkim wypaczona została pierwotna rola attyk – ukrycia dachu pogrążonego, obecnie wyłaniają się nad nimi XIX wieczne, kalenicowe więźby.

Ostatnią, jak dotąd attykę odtworzono w 2006 roku na narożnikowym domu Rynek Wielki 5a. Budynek ten zburzono w XIX wieku, a pustą działkę zabudowano dopiero w latach 50 XX wieku. Powstała tam kamienica była, z braku źródeł historyzującym nawiązaniem do sąsiednich domów. Dopiero kilka lat później odnaleziono inwentaryzację z przed zburzenia, z zachowaną do tego czasu attyką. Współczesny budynek, jak się okazało dość dobrze oddawał bryłę pierwotnego, dlatego ostatecznie pokuszono się o nakrycie go wierną rekonstrukcją ściany attykowej.

archiwalia-elewacje1

Pomiar elewacji Kamienicy przy Rynku 5a, wykonany przed zburzeniem budynku w 1830 roku. za: http://roztocze.net/newsroom.php/22247_Ro%B6nie_nowa_attyka_.html

rynek_wielki_5a_140864_fotopolska-eu

Rynek Wielki 5a – Dom Pański zwany też Kamienicą Dymitra Greka, po rekonstrukcji attyki w 2006 roku. za: http://fotopolska.eu/140864,foto.html?o=b36932

Jak wynika z powyższego przeglądu, zamojskie attyki to niekiedy perełki, odtwarzające precyzyjnie utracone piękno, ale często również obraz koncepcyjnego pośpiechu, braku zrozumienia dla znaczenia i funkcji dawnej architektury, a także przerostu ambicji lokalnych działaczy, co prowadziło do powstania konserwatorskich przekłamań. Największe kontrowersje budzi do dziś renowacja Kamienic Ormiańskich, nie tylko z doktrynalnego punktu widzenia – blok ten jednolicie restytuowany, wyróżnia sie i wybija na tle pozostałej zabudowy przyrynkowej, co jest sprzeczne z prawdą historyczną. Oczywiście wcześniejszy obraz kamienic, pozbawionych attyk również był wtórny, ale za to konsekwentny. Z punktu widzenia przemian architektonicznych organizmów miejskich, bardziej naturalnym było by odtworzenie pojedynczych domów, dobrze udokumentowanych, a nie wyodrębnionych pierzei. Wielu miłośników historii, marzy natomiast nadal o Zamościu jak z obrazów Lelewela i choć idea ta jest piękna i kusząca, to trzeba sobie uświadomić, że w miarę dobrą ikonografię posiadamy dla przywrócenia dawnej formy zaledwie kilkunastu domów w całym mieście (z których znaczna część została już odtworzona). Patrząc na rozmach z jakim zrekonstruowano ostatnimi laty fortyfikacje otaczające starówkę (tekst o tej inwestycji patrz tutaj), powstaje niebezpieczeństwo wykreowania i tu, dla turystycznych wycieczek kolejnej, wielkiej makiety w skali 1:1, o nikłych walorach historycznych i oryginalności. Taka kompleksowa restauracja, choć wzorowana zapewne w szczegółach na innych zabytkach z terenu kraju, została by jednak wyzuta z ulotnej, lokalnej indywidualności historycznej architektury Zamościa. Tak jak pojedynczym, popartym dokładną dokumentacją inicjatywom restytucji można przyklasnąć, to planowe, całościowe działanie prowadzić będzie do wypaczeń i kreowania pseudozabytków, o czym wielokrotnie pisałem analizując powojenne odbudowy polskich miast.

Bibliografia:

J.Kowalczyk, Rekonstrukcja zabytków architektury w Zamościu, w: Ochrona Zabytków 46/3 (182), 210-222

U. Fidecka, Kamienice Ormiańskie w Zamościu, Warszawa.

S. Grzelachowski, Zamojskie Attyki, w: Spotkania z Zabytkami 5-6 2013, 44-47.

2 Komentarze

Filed under Bez kategorii

Zamek Pieskowa Skała – między konserwacją a kreacją.

Zwiedzanie zamku na Pieskowej Skale jest niemal obowiązkowym punktem wycieczek objeżdżających okolice Krakowa. Podziwiane są jego walory krajobrazowe, a widokówki z perspektywy „Maczugi Herkulesa” znane są chyba każdemu. Obecnie wielu turystów razi biel świeżo odnowionych w ostatnich latach ścian i czerwień nowych dachówek. Pokryte patyną czasu tynki i dachy dawały poczucie autentyzmu i „historyczności”. Mało kto jednak, zdaje sobie sprawę, że to co oglądali, w dużej mierze nie było szacownymi reliktami minionych wieków, ale kreacją wielkiej renowacji z lat 1948-70. W jej efekcie dokonano rewelacyjnych odkryć renesansowej kamieniarki ale i doprojektowano nowe elementy architektoniczne, których rezydencja nigdy nie posiadała, lub nie w tej postaci i zestawieniu, stworzone właśnie dla nadania odpowiedniej „malowniczości” założeniu.

155795_zamek-pieskowa-skala-maczuga-herkulesa-drzewa-1

Zamek na Pieskowej Skale z perspektywy „Maczugi Herkulesa”. fot przed 2014 rokiem, za: http://www.tapetus.pl/155795,zamek-pieskowa-skala-maczuga-herkulesa-drzewa.php

Początki istnienia fortalicji na skale, ponad wijącym się u jej podnóża Prądnikiem sięgają XIII wieku. W kolejnych stuleciach rozbudowywana i modernizowana, wraz z ze zmieniającą się techniką wojenną warownia, w II połowie XVI wieku zamieniona została ostatecznie w renesansową, obronną rezydencję. W połowie XVII wieku, u progu najazdu szwedzkiego założenie ufortyfikowano od zachodu i południa kamiennymi bastionami, które połączyły kurtyny murów z główną bramą wjazdową na dziedziniec. Wzniesiono również, na planie centralnym kaplicę, dekorowaną w kopule wczesnobarokowymi stiukami. Po pożarze, który na początku XVIII wieku strawił wnętrza, rezydencję odbudowano w stylu późnobarokowym zacierając przy tym większość śladów renesansowej szaty. W tym okresie wymieniono obramienia okien i portale oraz obmurowano grożące zawaleniem krużganki. W połowie XIX wieku zabytek płonął po raz kolejny, ale szybka odbudowa uchroniła kompleks przed całkowitą ruiną. Budowla zyskała wówczas elementy neogotyckie, zwłaszcza w partii XVII wiecznych umocnień. Niestety pożar na tyle nadwyrężył najstarszą, średniowieczną część  zamku górnego (na Skale Dorotki), że zdecydowano wówczas o jej rozbiórce.

20161010_120643

Zamek w Pieskowej Skale od strony Północno wschodniej – widok na rozebraną w połowie XIX wieku wieżę na „Skale Dorotki”. Rysunek J.N. Głowackiego, przed 1850 rokiem. Za: A. Majewski, Zamek w Pieskowej Skale : dzieje i konserwacja, Tarnobrzeg 2000.

Stan w jakim zamek w 1945 roku znacjonalizowano, a w 1947 roku zlecono badania architektoniczne i zabezpieczające pod kierownictwem Alfreda Majewskiego, przedstawiał obraz daleko posuniętej dewastacji i zaniedbania a i szata architektoniczna była mało efektowna. Barokowe bastiony pozostawały nadbudowane neogotyckim krenelażem, ze strzelistymi  wieżyczkami w narożach. Mury przykrywał dach kryty gontem, o małym nachyleniu, a jedyny wertykalny akcent, po zawaleniu się baszty na Dorotce stanowił, nadbudowany w II połowie XIX wieku ryzalit przy bramie, nakryty strzelistym, prostym  hełmem. Niemal wszystkie okna przemurowano w XVIII i XIX wieku, a renesansowe, mocno uszkodzone, kamienne obramienia zachowało zaledwie kilka okien w części parterowej. Dzisiejszy dziedziniec arkadowy otaczały grube mury z przeszklonymi cześciowo oknami, doświetlającymi  skryte za nimi korytarze. Nie przetrwały portale (poza jednym renesansowym) kominki czy piece, wszystkie drewniane stropy pochodziły z XIX lub XX wieku,  a z historycznych wnętrz zachowała się do tego czasu w zasadzie tylko, pozbawiona oryginalnego wyposażenia, XVII wieczna kaplica. Zaledwie nikłe resztki polichromii, odsłonięte podczas renowacji w kilku wnętrzach mogły świadczyć o ich dawnym wystroju.

20161010_120214

Dziedziniec Arkadowy, stan w 1948 roku. Widoczne barokowe obmurowania pierwotnych krużganków. Za: A. Majewski, Zamek w Pieskowej Skale : dzieje i konserwacja, Tarnobrzeg 2000.

20161010_120443

Dziedziniec Arkadowy, w czasie odsłaniania renesansowych filarów i arkad. Za: A. Majewski, Zamek w Pieskowej Skale : dzieje i konserwacja, Tarnobrzeg 2000.

Już pierwsze odkrywki na dziedzińcu wewnętrznym dały tymczasem rewelacyjne rezultaty –  pod obmurowaniem znaleziono renesansowe kolumny i arkady krużganków, na dwóch kondygnacjach opinających mury, oraz zespół 22 rzeźbionych maszkaronów, wypełniających klińce arkad. Stan zachowania elementów architektonicznych był różny, część kolumn nie zachowała się lub były spękane i obtłuczone, kamienne łuki arkad były niepełne i przemurowane, maszkarony uszkodzone lub w ogóle skute, można było jednak bez problemu odczytać pierwotną formę co stało się podstawą do późniejszej rekonstrukcji. Niestety w toku prac zdecydowano z przyczyn technicznych o wymianie niemal wszystkich kamiennych filarów piętra i części kolejnej kondygnacji. Dla wzmocnienia ścian konieczne stało się też wyburzenie i wzniesienie od nowa XVI wiecznej ściany strychowej, wspierającej się na arkadach. Rekonstrukcji dokonano bardzo starannie, brakujące elementy architektoniczne uzupełniono, podobnie jak brakujące maszkarony. Z przyczyn finansowych nie odtworzono jednak, nie zachowanej, pierwotnej balustrady krużganków – i taki stan utrzymał się do dziś.

zamek_w_pieskowej_skale_896500_fotopolska-eu

Dziedziniec Arkadowy, fot. 201, za: http://fotopolska.eu/

Kolejnego ważnego odkrycia dokonano w ryzalicie, nadbudowanej w XIX wieku wieży, przy bramie na dziedziniec arkadowy. Po skuciu tynków ukazały się relikty arkad i narożnych filarów dwukondygnacyjnej, renesansowej loggii. Dokładniejsze badania zaowocowały odnalezieniem również śladów sgraffitowej dekoracji ścian zewnętrznych. Dokonana ostatecznie rekonstrukcja, wiązała się jednak z rozebraniem niemal całego, silnie przemurowanego ryzalitu i postawieniem go na nowo z wykorzystaniem oryginalnych pozostałości kamieniarki. Resztek sgraffita nie udało się uratować i w całości je zrekonstruowano.

20161010_120410

Rysunek odsłoniętych reliktów dwukondygnacyjnej loggii z pozostałościami sgraffitowej dekoracji. Za: A. Majewski, Zamek w Pieskowej Skale : dzieje i konserwacja, Tarnobrzeg 2000.

Pozostał problem zwieńczenia tego malowniczego elementu architektonicznego. A. Majewski wyszedł z założenia, że przed II fazą przebudowy renesansowej (gdy loggii jeszcze nie było) część budynków zwieńczona była attyką, nad którą nadbudowano później następną kondygnację (a attykę zapewne zlikwidowano). Z tego względu uznał za uzasadnione stworzenie attyki nad loggią, wówczas ogląd zamku został by urozmaicony, a przy tym można było wykorzystać pewne elementy kamieniarskie pochodzące z grzebienia attykowego znalezione  w innych miejscach zamku. Powstała w ten sposób kompilacja, która nigdy tu istniała. Forma wykonanej attyki jest uproszczona, ale przy tym zupełnie ahistoryczna.

loggia

Loggia po rekonstrukcji i nadbudowie o ścianę attykową. fot Matizz 2011 rok, za: http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=1331713

W obliczu powyższych odkryć, całej bryle zamku postanowiono nadać zatem konsekwentnie cechy gotycko- renesansowe. Pomimo zachowanych wyraźnych śladów barokowego, pasowego malowania elewacji oraz uszakowych obramień okiennych od strony dziedzińca przedniego, tynki zbito, a w otwory okienne wstawiono kamienne obramienia renesansowe, zrekonstruowane na postawie kilku zachowanych i odnalezionych w rumowisku resztek oryginałów. Odsłonięto przy tym zamurowane strzelnice i arkadki dawnej ściany attykowej.

zamek_w_pieskowej_skale_18207_fotopolska-eu

Zamek w Pieskowej Skale od strony wschodniej. fot. 1915, za: http://fotopolska.eu/

zamek_w_pieskowej_skale_896498_fotopolska-eu

Zamek w Pieskowej Skale od strony wschodniej. fot. 2016, za: http://fotopolska.eu/

Po likwidacji XIX wiecznej, wieżowej nadbudowy nad loggią, stwierdzono, że kompozycji bryły brak jest wyrazistego elementu wertykalnego – niegdyś tą rolę pełniła nieistniejąca wieża na „Skale Dorotki”. Brak ten zrekompensowano zatem stworzeniem nowej wieży, przez nadbudowanie narożnikowego budynku między ryzalitem loggii, a bramą na dziedziniec arkadowy. Ten nie istniejący nigdy wcześniej element nakryto późnobarokowym (sic!), dwuczłonowym hełmem , który bynajmniej nie był rekonstrukcją znanego z ikonografii barokowego hełmu najstarszej wieży, ale nawiązywał do „saskich” zwieńczeń wież Zamku Wawelskiego. Swoją drogą jest to symptomatyczne dla prowadzonych w Polsce powojennych renowacji zabytków – barokowe hełmy wież były tak zrośnięte z krajobrazem, że uważano je za „neutralne”, zaś odtwarzanie konsekwentnie, zgodnie z całą bryłą przekryć gotyckich lub nawet renesansowych mogło by razić i zostać uznane za „nieoryginalne” i neostylowe.

20161010_120626

Widok zamku od strony wschodniej w I poł. XIX wieku, autor nie znany. Widoczny barokowy hełm wieży na „Skale Dorotki”. Za: A. Majewski, Zamek w Pieskowej Skale : dzieje i konserwacja, Tarnobrzeg 2000.

Kolejnym ahistorycznym elementem wprowadzonym w otoczeniu zamku są ogrody, położone na dolnym tarasie dziedzińca przedniego, utworzonym przez kurtynę i bastion XVII wiecznych fortyfikacji. I tu prawda historyczna ustąpić musiała wykreowanej, współczesnej wizji renesansowej rezydencji. W miejscu gdzie dziś rozpościerają się kwietne, „renesansowe” partery i żwirowe alejki, historycznie od początku istnienia znajdowały się stajnie zamkowe, których szachulcowy, XVIII wieczny budynek zachował się częściowo do czasów powojennych. Pierwotnie na reprezentacyjne założenie ogrodowe nie było miejsca, a nasadzenia, raczej typu sadowego znajdowały się tylko na stokach zachodnich wzgórza.

dsc09802

„Renesansowe” ogrody utworzone w miejscu dawnych stajni i wozowni. fot. 2016, za: http://milerzeczy.blogspot.com/2016/05/majowka-w-pieskowej-skale.html

Całkowitą fantazją Majewskiego są również zamkowe wnętrza, co do których renesansowej dekoracji nie pozostały żadne pozostałości – prócz nikłych śladów polichromii na ścianach. Podczas renowacji wymieniono wszystkie drewniane stropy na żelbetowe, pod którymi podwieszono modrzewiowe okładziny, nawiązujące do stropów renesansowych  – belkowanych lub półkasetonowych, znanych z różnych obiektów małopolski. Część okładzin polichromowano, a część pozostawiono w kolorze drewna. Pokuszono się nawet o stworzenie „renesansowych” pieców kaflowych, nie wzorowanych jednak w szczegółach kafli na konkretnych zabytkach lub ich reliktach. Podłączono je nawet do centralnej instalacji ogrzewania. Portale we wnętrzach zrekonstruowano na podstawie kilku odnalezionych fragmentów.

20161010_120825

Sala na parterze, po rekonstrukcji stropu i pieca kaflowego, stan z 1965 roku. Za: A. Majewski, Zamek w Pieskowej Skale : dzieje i konserwacja, Tarnobrzeg 2000.

sala-baroku

Sala baroku, obecna ekspozycja muzealna w zrekonstruowanych wnętrzach. za: http://pieskowaskala.eu/ekspozycja-glowna/

Przeprowadzona w latach 2014-16, pierwsza po powojennej kompleksowa renowacja zespołu zamkowego utrwaliła dzieło poprzedników. Wynika to z faktu, że mało kto dziś wyobraża sobie Pieskową Skałę w innej wersji jak ta wykreowana przez Alfreda Majewskiego. Przyznać trzeba, że jego wizja cechuje się dobrym zakomponowaniem, malowniczością i sugestywnością mogącą niekiedy wprowadzić w błąd nawet znawców architektury. Dzisiejsze doktryny konserwatorskie są bardziej rygorystyczne zarówno pod względem zachowania nawarstwień różnych epok jak i prowadzania nowych elementów. Skłania to zatem, w tym przypadku do pytania o możliwą do zaakceptowania granicę między renowacją, a kreacją; prawdą historyczną, a wyobraźnią współczesnego architekta, który poprawia artystyczne i historyczne „niedostatki”, dokonując w gruncie rzeczy kolejnej przebudowy. Jest to także pytanie o istotę zabytku – czy ma to być przede wszystkim obiekt stworzony przed wiekami, nawet w niekoniecznie najatrakcyjniejszy, wg dzisiejszego gustu wizualnie, czy też stanowić ma dopieszczoną, fotogeniczną perełkę, w rzeczywistości fałszującą pierwotną formę.

Więcej o „pierwszej renowacji” zamku w nieco tendencyjnej, bo autorstwa samego architekta książce:

A. Majewski, Zamek w Pieskowej Skale : dzieje i konserwacja, Tarnobrzeg 2000.

4 Komentarze

Filed under Bez kategorii